Po słonecznym wrześniu nadszedł deszczowy i zimny październik. Uczniowie nie chętnie wstawali na poranne zajęcia. Do tych osób zaliczyła również Lily, która leżała pod kołdrą i mocno spała. Dorcas mruczała coś przez sen po chwili podniosła się do pozycji siedzącej i półprzytomnym wzrokiem rozglądała się po pomieszczeniu. Wyprostowała ręce, strącając przy okazji z nocnej szafki małą lampkę. Ann poruszyła się gwałtownie na łóżku, ale nie obudziła się. Brunetka ziewnęła głośno i zrzuciła z siebie kołdrę. Postanowiła zająć wcześniej łazienkę. Zeskoczyła ze swojego łóżka i nucąc coś pod nosem weszła do łazienki. W tym samym czasie rudowłosa obudziła się. Położyła się na plecach i wpatrywała się w sufit. Na zegarku wybiła godzina ósma rano. Lily westchnęła przeciągle i zerknęła na łóżko ciemnowłosej, ale było puste. Po chwili usłyszała szum wody w łazience. Rudowłosa uśmiechnęła się pod nosem i przewróciła się na lewy bok. Odwróciła gwałtownie głowę w stronę drzwi słysząc jakiś szmer. Spojrzała na swoje przyjaciółki, ale te jeszcze spały. Lily rozglądając się po pokoju wzruszyła ramionami i opadła z powrotem na poduszkę. Lecz po chwili podniosła się gwałtownie czując, że ktoś łapie ją za nogę i zaczyna ciągnąć w dół. Przerażona krzyknęła głośno i zaczęła machać gwałtownie nogami. To coś puściło ją i zaczęło jęczeć z bólu. Dziewczyna zdziwiona zmrużyła oczy i powoli wstała. Nadepnęła na coś delikatnego i otworzyła ze zdziwienia usta widząc wysokiego chłopaka. Po chwili jej zdziwienie zmieniło się w wściekłość. Spojrzała na uśmiechającego się nerwowo Jamesa i trzepnęła go mocno w tył głowy. Czarnowłosy jęknął z bólu i przyłożył dłoń do tego miejsca. Lily patrzyła na niego z furią w oczach. Ann i Marlena, które obudziły się słysząc krzyk rudowłosej patrzyły na Jamesa wkurzone.
- Możesz mi do cholery powiedzieć co ty wyprawiasz, Potter? - syknęła krzyżując ręce na piersiach. James westchnął głośno.
- Jak to co? Przyszedłem się z Tobą przywitać. - odparł uśmiechając się szeroko. Lily warknęła głośno i podniosła do góry rękę z zamiarem kolejnego walnięcia go w głowę, ale chłopak wyczuwając to odskoczył szybko do tyłu.
- Jesteś nienormalny, Potter! - powiedziała obrzucając go wściekłym spojrzeniem. - A gdzie jest Syriusz? No co się tak patrzysz? Na pewno nie tylko ty wpadłeś na ten głupi pomysł. Huncwoci zawsze razem.. czy jak to tam mówicie - dodała widząc zdziwioną minę Jamesa. Wzruszył ramionami, ale odpowiedź przyszła szybko. Z łazienki rozległ się głośny krzyk ciemnowłosej.
- BLAACK! TY KRETYNIE WYNOCHA STĄD! - nagle drzwi od łazienki otworzyły się i wybiegł z niej zadowolony Syriusz. W jego stronę zaczęły latać różne rzeczy. Chłopak szybko zrobił unik, ale zahaczył stopą o dywan i runął na podłogę. Dorcas owinięta ciasno w ręcznik wyszła jak burza i ruszyła w jego stronę. Black z pomocą Jamesa wstał szybko i uśmiechając się na odchodne do dziewczyny wybiegł z dormitorium. Brunetka warknęła głośno i podeszła do krzesła i wzięła z niego wcześniej przygotowane ubrania i wróciła do łazienki. Po jakimś czasie wyszła z niej ubrana w zwykłą szarą koszulkę i czarne koronkowe majtki. Ruszyła w stronę łóżka i zaczęła czegoś szukać. Po minucie stanęła na nogach i mrucząc coś pod nosem wyszła z dormitorium wściekła. Wbiegła na górę po schodach prowadzących do dormitorium chłopców i mijając zaciekawionych uczniów Gryffindoru podeszła do drzwi i nie pukając weszła do środka. Skrzywiła się lekko widząc bałagan w ich pokoju. Nikogo w środku nie było. Dziewczyna jęknęła zrezygnowana i ruszyła w stronę wyjścia, ale zatrzymała się słysząc jak ktoś wychodzi z łazienki. Odwróciła się szybko idąc w jego stronę, ale zatrzymała się w połowie drogi. Z łazienki wyszedł Syriusz, który miał owinięty wokół bioder biały ręcznik. Brunetka chrząknęła głośno i odwróciła od niego wzrok. Chłopak zaśmiał się na jej zachowanie i jakby nigdy nic odwrócił się do niej tyłem i podszedł do szafy. Otworzył górną szufladę i zaczął w niej coś szukać. Dorcas po raz kolejny głośno chrząknęła. Miała już tego dosyć. Czuła się nieswojo stojąc przed nim ubrana jedynie w krótką koszulkę i czarne majtki. Syriusz spojrzał na nią pytająco.
- Oo Dorcas. Jednak postanowiłaś do mnie dołączyć? Muszę cię jednak kochana rozczarować, ale niestety spóźniłaś się.
- Nie udawaj głupiego, Syriusz! Wiesz po co przyszłam.
- Hmm.. niech no się zastanowię. - powiedział kładąc dwa palce na brodzie. Dziewczyna wywróciła oczami. - Niestety, ale nie wiem.
- Nie denerwuj mnie! Oddawaj mi to!
- Ale co? - zapytał rozbawiony.
- Dobrze wiesz co! - krzyknęła zaciskając dłonie w pięści.
- Nie. Nie wiem.
- Dobrze. W takim razie sama to sobie wezmę. - odparła i ruszyła w stronę jego szafki. Syriusz zaśmiał się i stanął jej na drodze. Chwycił ją za ramię i przybliżył ją do siebie. - Syriusz ostrzegam cię! Oddaj mój stanik! - syknęła.
- Ach, więc o to ci chodzi?
- Niee.. przyszłam tylko odebrać gacie Slughorna. - powiedziała wywracając oczami. Chłopak parsknął pod nosem. - Oddasz mi to w końcu?
- Co? Gacie Slughorna? - zapytał. Brunetka zacisnęła usta i uderzyła go lewą ręką w ramię. - Dobra już dobra.. już Ci to oddam. - dodał i puszczając ją ruszył do szafy. - Ale musisz trochę poczekać, bo mam całkiem spory bałagan w szufladzie. - dodał patrząc na nią. Dorcas zaśmiała się pod nosem.
- Taa. I nie tylko tutaj. - mruknęła. Syriusz zaśmiał się głośno i zaczął przewracać swoje rzeczy w półce. W międzyczasie brunetka zaczęła rozglądać się po pokoju. Wszędzie panował bałagan. Jedynym czystym miejscem w tym pomieszczeniu było łóżko Remusa. Założyła ręce na piersiach i zaczęła się kręcić po pokoju. Na ścianie przy łóżku Jamesa wisiały plakaty jego ulubionej drużyny Quidditcha, na łóżku Petera walały się papierki po cukierkach i opakowania po czekoladach. Po chwili stanęła przy łóżku Syriusza i mimowolnie się uśmiechnęła. Jego ściana była obklejona zdjęciami starych motorów. Słysząc głośne chrząknięcie podskoczyła gwałtownie. Odwróciła się w jego stronę. Stał oparty ramieniem o szafę wymachując jej przed nosem czarnym koronkowym stanikiem. Ruszyła w jego stronę wyciągając przed siebie rękę, ale chłopak zaśmiał się i zrobił parę kroków do tyłu. Dorcas spojrzała na niego pytająco. Syriusz westchnął głośno i schował stanik za plecami.
- Blaaack? - odezwała się ruszając w jego stronę. Syriusz podniósł do góry pytająco prawą brew. - Oddaj mi do cholery mój stanik. Nie zamierzam stać tu i czekać, aż łaskawie mi go oddasz.
- A czy ktoś tu mówił, że w ogóle Ci go oddam? - zapytał uśmiechając się szeroko. Dorcas zacisnęła zdenerwowana usta i podjęła kolejną próbę zabrania swojej rzeczy, ale kolejny raz jej się nie udało. Huncwot zaśmiał się. Dziewczyna zacisnęła mocno pięści i ruszyła w jego stronę. Syriusz odskoczył od niej, ale brunetka złapała go za rękę i oboje tracąc równowagę z łoskotem upadli na podłogę. Meadowes przez chwilę leżała na plecach łapiąc łapczywie powietrze. Zrzuciła z siebie Blacka, który z zadowoleniem na twarzy leżał koło brunetki. - Tak z ciekawości zapytam. Interesujesz się motoryzacją?
- Hę? - zapytała zdziwiona.
- Widziałem jak patrzyłaś na zdjęcia motorów. Chyba jako jedyna, bo większość dziewczyn to wcale nie interesuje.
- Nie jestem jak ta większość pustych lal.. - warknęła pod nosem. Chłopak parsknął śmiechem widząc jej oburzenie. - Trochę się interesuję. Mój tata ma bzika na punkcie motorów. Dogadałbyś się z nim. - odparła wywracając oczami.
- Woah, Meadowes! Przechodzimy od razu do tego? Do spotkania z Twoimi rodzicami? - zapytał rozbawiony. Dziewczyna warknęła poirytowana. Usiadła po turecku i spojrzała na niego z góry. - Wiesz mi to pasuję, ale nie uważasz, że to za.... - zwinął się z bólu, kiedy brunetka uderzyła go z pięści w czułe miejsce. Dorcas wykorzystała tą chwilę i wzięła od niego swój stanik. Oparła się ręką o łóżko Remusa i wstała, ale poczuła jak jego ręce obejmują ją w pasie i zrzucają ją na podłogę. Dziewczyna jęknęła głośno, gdy boleśnie upadła na plecy.
- Uwaga ubierać się bo wchodzę! - rozległ się wesoły głos Jamesa. Dorcas wywróciła oczami i zrzucając ze swojej nogi Syriusza wstała. Spojrzała na Pottera krzyżując ręce na piersiach. - Och to wy.. - zaczął, ale widząc swojego przyjaciela natychmiast ucichł. Brunetka ruszyła w jego stronę kręcąc głową z dezaprobatą. Chłopak uśmiechając się nerwowo spojrzał na nią. Meadowes warknęła cicho i bez słowa wyszła z dormitorium chłopaków. Weszła wściekła do dormitorium dziewczyn, ale był pusty. Spojrzała na zegarek. Śniadanie zaczęło się 30 minut temu. Mrucząc coś pod nosem zaczęła się ubierać. Gdy po paru minutach była gotowa, chwyciła swoją torbę i wybiegła z pokoju. Jednak zatrzymała się, gdy zorientowała się, że nie nałożyła butów. Warknęła głośno strasząc przy tym chłopca z drugiej klasy. Wbiegła szybko do dormitorium, wyciągnęła spod łóżka czarne botki na płaskiej podeszwie do kostek. Założyła je i poprawiając kołnierzyk w koszuli wybiegła na zewnątrz. Idąc przez Pokój Wspólny spojrzała kątem oka na grupkę dziewczyn, które szeptały coś między sobą. Jedna z nich spojrzała na Dorcas i uśmiechnęła się krzywo. Brunetka zaśmiała się tylko pod nosem i przeszła przez dziurę pod portretem. Zbiegając po ruchomych schodach uśmiechnęła się do dwóch chłopaków z szóstej klasy. Zeskoczyła z ostatniego schodka i idąc korytarzem ruszyła w stronę Wielkiej Sali. W połowie drogi zatrzymała się. Po drugiej stronie zauważyła swoje przyjaciółki. Gdy ją zauważyły ruszyły w jej stronę.
- Już po śniadaniu? - zdziwiła się Dorcas.
- Nie. Jakiś kretyn wrzucił do Wielkiej Sali łajnobombę.
- Czyli Huncwoci.. - odparła Ann.
- Skąd wiecie, że to oni?
- Z choinki się urwałaś, Dorcas? Przecież wiadomo, że to oni. - odezwała się Marlena. Dorcas zdenerwowana zacisnęła usta.
- A właśnie, że nie oni. James i Syriusz byli w dormitorium. Peter i Remus bez nich by nic nie zrobili. - powiedziała oddychając szybko.
- A skąd wiesz, że byli w dormitorium? - zapytała Ann.
- Bo byłam u nich? - dziewczyna westchnęła głośno. Jej przyjaciółki spojrzały na nią zdziwione. Lecz brunetka nie chciała im nic tłumaczyć. Jedynie czego chciała to zjeść śniadanie. Ale jak na złość jakiś kretyn zepsuł jej ten plan. Ann spojrzała na nią przechylając głowę na bok. I po chwili zaczęła szukać czegoś w swojej torbie. Lily patrzyła na brunetkę mrużąc lekko oczy.
- O! Tu jest. - pisnęła Ann. Dorcas nie spodziewając się tego podskoczyła lekko. Blondynka uśmiechnęła się lekko i wyciągnęła w jej stronę papierowe opakowanie. - Pomyślałam.. to znaczy pomyślałyśmy, że będziesz głodna, więc wzięłam z Wielkiej Sali trochę tostów. - Dorcas spojrzała na nią z wdzięcznością i zaczęła wcinać tosty francuskie. Gdy skończyła wytarła kąciki ust dłonią.
- Dzięki. Nawet nie wiecie jaka byłam głodna. - mruknęła klepiąc się po brzuchu. Przechodzące obok dwie Krukonki spojrzały na nią krzywo. - Dlaczego wszyscy się tak na mnie krzywo patrzą? Ubrudziłam się czy co? - zapytała patrząc na swoje przyjaciółki. Wszystkie pokręciły przecząco głową. Dorcas westchnęła głośno.
- Może dlatego, że byłaś dzisiaj rano w dormitorium chłopaków i nie wychodziłaś stamtąd przez.. godzinę? - powiedziała Marlena.
- Aha?
- Oj, Dorcas! Teraz pewnie wszystkie dziewczyny myślą, że ty i Black.. - urwała krzywiąc się. Dziewczyna spojrzała na nią pytająco. - Ze ty i...
- No wyduś to z siebie, Marlena!
- .... że spaliście ze sobą. - dokończyła patrząc niepewnie na brunetkę. Przez chwilę żadna się nie odezwała. Dorcas spojrzała na każdą po kolei i wybuchnęła głośnym śmiechem. Marlena spojrzała na Lily, ale ta wzruszyła ramionami.
- Widziałyśmy jak wychodzisz wściekła z naszego dormitorium. - odparła Ann krzyżując ręce na piersiach. Brunetka palnęła się w czoło dłonią i warknęła cicho pod nosem. Wypuściła głośno powietrze i spojrzała na swoje przyjaciółki.
- No tak, ale.. O rany. Poszłam do ich pokoju, bo ten kretyn zabrał mój stanik. Więc wbiegłam na górę do ich dormitorium, weszłam do środka, ale nikogo nie było, więc już miałam wyjść a z łazienki wychodzi Syriusz. - dziewczyny patrzyły na nią robiąc wielkie oczy. - Zabrałam od niego to co moje, ale oczywiście musiał mi to najpierw utrudnić. A na końcu wszedł James z tekstem, że mamy się ubierać. A powiedział to głośno, więc pewnie to któryś z uczniów usłyszał i teraz rozsiał tą plotkę po całym zamku. - Dorcas zaśmiała się głośno z min swoich przyjaciółek. Lecz widząc idącego korytarzem Williama zacisnęła z nerwów szczękę bez słowa odwróciła się do dziewczyn plecami i ruszyła przed siebie.
- Dorcas! Czekaj! - krzyknęła Lily ruszając za ciemnowłosą, ale dziewczyna się nie zatrzymywała. - Gdzie ty idziesz? Za pół godziny mamy lekcję! - dodała zauważając, że Meadowes zmierza w stronę bibloteki.
- Chcę zostać sama! Spotkamy się na lekcji - odkrzyknęła i na końcu korytarza skręciła w prawo. Lily spojrzała na Marlenę i Ann, które tylko wzruszyły ramionami. Rudowłosa patrzyła jeszcze przez moment w to miejsce w którym przed chwilą zniknęła Dorcas, lecz słysząc wołanie swoich przyjaciółek obudziła się ze swoich myśli i ruszyła za nimi pod salę eliksirów. W tym samym czasie ciemnowłosa szła korytarzem. Na zewnątrz padał deszcz. Lało jak z cebra. Uczniowie, którzy byli na błoniach szybko uciekali do zamku. Dor śmiała się z tego widoku. Podeszła do murku i wyciągneła przed siebie rękę. Zimne krople deszczu padały na jej dłoń, a ona uśmiechała się przy tym jak mała dziewczynka. Po jakimś czasie wycofała ją i strzepnęła z niej wodę. Odwróciła się z zamiarem dalszego zwiedzania kortarzy, ale niespodziewanie na kogoś wpadła przez co torba spadła z jej ramienia, upadła na podłogę i cała jej zawartość wysypała się na kamienną posadzkę. Dziewczyna ukucnęła i zaczęła wszystko zbierać klnąc przy tym cicho. Czując jak czyjaś ręka styka się z jej skórą wzdrygnęła się. Uniosła powoli do góry głowę, a jej serce zaczęło szybko bić z nerwów. Co jeżeli ta osoba na którą wpadła to Will? Nabrała głośno powietrza i spojrzała na bruneta, który zbierał jej książki. Dorcas zmrużyła oczy i bardziej przyjrzała się tej osobie. Przed nią klękał nie Will a chłopak, którego znała tylko z widzenia. Ciemnowłosa zastygła w bezruchu i z lekko otwartymi ustami wpatrywała się w ciemnowłosego. Do chwili gdy nie usłyszała głośnego chrząknięcia.
- Um.. - nie widziała co ma powiedzieć. Czując jak wbija w nią swój wzrok zarumieniła się lekko. - Dziękuje.. i przepraszam, że na Ciebie wpadłam. - mruknęła gwałtownie wstając. Chłopak zaśmiał się i również wstał.
- Nic się nie stało. Na takie piękne dziewczyny to ja chciałbym wpadać codziennie. - powiedział lekko się uśmiechając. Dziewczyna podrapała się po głowie i zaśmiała się nerwowo. Nie pierwszy raz słyszała takie słowa. Nagle schylił się w jej stronę. Dorcas podskoczyła lekko do góry, ale gdy przed nią stał wyprostowany zauważyła, że wyciąga w jej stronę ręke. - To chyba jest twoje? - zapytał trzymając książkę oprawioną w ciemnobrązową okładkę.
- T... Tak. - odpowiedziała trzęsącym głosem. Opanuj się, Meadowes to normalny chłopak a nie jakiś psychopata. Ciemnowłosy patrzył na nią pytającym wzrokiem. Czując na sobie jego wzrok ocknęła się i wzięła od niego książkę.
- Widzę, że jesteś fanką Stephena Kinga? - zapytał wskazując palcem na okładkę książki Carrie. Dziewczyna przycisnęła książkę do piersi.
- Em... dopiero zaczęłam czytać. To książka mojej przyjaciółki.
- Rozumiem. - odparł uśmiechając się. - Może miałabyś czas, żeby wyjść ze mną na kawę? - dodał podpierając się ramieniem o ścianę.
- Właściwie to czemu nie? W przyszłym tygodniu jest wypad do Hogsmeade. Możemy się wtedy spotkać. - odparła poprawiając torbę.
- To jesteśmy umówieni. - Dorcas w odpowiedzi kiwnęła głową. - Nie przedstawiłem się. Jestem Nathaniel, ale znajomi mówią na mnie Nate. - dodał wyciągając w jej stronę dłoń. Dziewczyna ścisnęła ją lekko.
- Dorcas, ale znajomi mówią na mnie Dor. - Nate posłał jej lekki uśmiech. Niespodziewanie brunet wyciągnął w jej stronę ręke i zdjął coś z jej twarzy.
- Rzęsa. To na szczęście. - powiedział. Nastała długa cisza. Słychać było tylko ich oddechy. - W takim razie do zobaczenia.. Dorcas - odezwał się nagle i na odchodne puścił jej oczko. Gryfonka stała jak zaklęta i nie ruszyła się do momentu, aż chłopak zniknął na końcu korytarza. Po chwili obudziła się z transu i odruchowo spojrzała na zegarek. Przerażona zrobiła wielkie oczy i niczym struś popędziła w stronę sali Slughorna. Gdy stanęła przed ciężkimi ciemnymi drzwiami nabrała powietrza i licząc do trzech nacisnęła klamkę i weszła do środka. Wszyscy uczniowie słysząc, że wchodzi podnieśli do góry głowy i wbili w nią przeszywający wzrok. Dorcas z trudem przełknęła gulę, która utkwiła w jej gardle i patrząc krótko na profesora ruszyła na swoje miejsce, gdzie siedziała rudowłosa patrząca na nią pytającym wzrokiem. Dziewczyna bez słowa zajęła swoje miejsce czując na sobie wzrok Huncwotów. Gryfonka wyprostowała się na krześle i patrzyła przed siebie.
- Gdzie ty byłaś? Mówiłam, że za pół godziny zaczynają się zajęcia. - powiedziała Lily. Dorcas westchnęła głośno.
- Mówiłam, że chciałam zostać sama. - mruknęła nie patrząc na rudą. Evans chciała coś jeszcze powiedzieć, ale widząc wzrok Marleny dała ciemnowłosej spokój. Dorcas cała spięta patrzyła na Slughorna, który siedział na swoim miejscu pisząc coś na pergaminie. Wiedziała, że tym razem się jej nie upiecze, że dostanie szlaban. Nagle mężczyzna zwinął pergamin w rulon i patrząc przenikliwym wzrokiem na dziewczynę wywołał rudowłosą ruchem dłoni. Lily najpierw spojrzała na brunetkę, ale ta wciąż wbijała wzrok w profesora. Wiedząc, że z nią nie pogada ruszyła w stronę profesora, który uśmiechnął się lekko i mrucząc coś pod nosem podał jej zawiniątko. Dorcas z nerwów zaczęła obracać między palcami czarne pióro.
Jak się spodziewała ciemnowłosa została po lekcjach. Siedziała na swoim miejscu ściskając w dłoni drewniany ołówek. Patrzyła na nauczyciela, który nagle usiadł w ławce obok. Dorcas westchnęła głośno unosząc do góry oczy.
- Dorcas...
- Jak chcę mi pan dać szlaban, to proszę.. - przerwała mu niegrzecznie. Po chwili posłała mu przepraszające spojrzenie.
- Ja wiem, że bywam dziwny i, że robię te nudne przyjęcia. Tak, tak.. myślisz, że tego nie wiem? - powiedział patrząc na dziewczynę. - Ale wracając do Ciebie.. - zaczął nabierając głośno powietrza. Dorcas wywróciła oczami.
- Jeżeli mnie profesor zapyta czy ze mną wszystko dobrze to odpowiem, że tak. - odparła bawiąc się palcami.
- Już drugi raz mi przerywasz, młoda damo. Jeszcze raz, a dostaniesz szlaban. - powiedział poważnie. Dziewczyna spojrzała na Slughorna, który zaczął się śmiać. - Oj jestem dla was zdecydowanie za dobry.
- To prawda. Nie wychodzi panu bycie poważnym.
- Udam, że tego nie słyszałem. - mruknął poprawiając nerwowo włosy. Ciemnowłosa parsknęła cicho pod nosem. - Powiesz mi co jest powodem twojego ciągłego roztargnienia? Czekaj.. niech zgadnę, hmm... chłopak?
- Można tak powiedzieć. - mruknęła wzruszając ramionami.
- A więc chłopak?
- W sumie to dwóch chłopaków.
- Na brodę Merlina! - jęknął, aż z głowy spadł mu kapelusik. Dziewczyna westchnęła patrząc na mężczyznę zrezygnowana. - Dobrze, więc.. nie dam Ci szlabanu, ale żeby mi to było ostatni raz. Bo ja nie toleruję spóźnień. - powiedział machając jej przed twarzą palcem. Gryfonka zaśmiała się cicho i wstała.
- Dobrze, panie profesorze. Do widzenia. - powiedziała i zanim wyszła usłyszała jak Slughorn mruczy coś do siebie. Dziewczyna zamknęła za sobą drzwi i wyszła na korytarz. Była pora obiadu, więc korytarze były puste. Jak na zawołanie zaczęło jej burczeć w brzuchu. Poklepała go kilka razy i podśpiewując coś pod nosem ruszyła w stronę Wielkiej Sali. Po chwili stanęła przed wejściem i ruszyła w stronę stołu Gryfonów. Ku zdziwieniu jej znajomych usiadła na ławce i zaczęła nakładać sobie pieczone ziemniaki. Blondynka przez chwilę patrzyła na Meadowes jak na ducha.
- Podasz mi półmisek z kotletami? - zwróciła się do Ann.
- Ee.. tak już. - mruknęła i sięgnęła po naczynie z którego w tym czasie podwójną porcję nakładał Peter. Chłopak pisnął oburzony, czym zwrócił uwagę reszcie Huncwotów. Syriusz poklepał swojego przyjaciela po ramieniu dusząc się ze śmiechu. Po czym zaczął się krztusić. Dorcas wywróciła oczami i zaczęła jeść.
- Coś krótki był ten szlaban. Co robiłaś? Zamiatałaś salę?
- A wyobraź sobie, Black, że nie miałam szlabanu.
- Co? - wyrwało się Lily.
- No tak.. - odparła wzruszając ramionami.
- Już trzeci raz spóźniasz się na eliksiry.
- Masz z tym jakiś problem? - zapytała patrząc na Lily.
- Ja nie, ale..
- Nie mam szlabanu i koniec kropka. Nie drąż już tego tematu. - przerwała jej wbijając w nią ostre spojrzenie. Rudowłosa westchnęła głośno.
- Ale...
- Lily! Wyluzuj co? Musisz teraz robić z tego awanturę?
- Dobra dziewczyny dajcie już spokój! - odezwała się Marlena. - Są inne tematy do rozmów. Na przykład Nathaniel Coleman ciągle się na Ciebie patrzy, Dorcas. - dodała uśmiechając się szeroko. Syriusz słysząc to kaszlnął głośno i spojrzał na koniec stołu. Ciemnowłosa uśmiechnęła się i wbiła wzrok na swój talerz.
- Patrzy i co z tego? Większość chłopaków w tym zamku tak na Dorcas patrzy. - odezwał się Syriusz. Dziewczyna spojrzała na niego i wybuchnęła głośnym śmiechem. Osoby siedzące najbliżej spojrzały na nią zdziwione.
- Zazdrosny?
- Ja? Co ty... nigdy.
- Tak? To ta ręka Ci się trzęsie bez powodu?
- To taki tik nerwowy.. mam to od dziecka.
- Jasne. Wmawiaj sobie tak dalej. - mruknęła i wróciła do jedzenia swojego obiadu. Czarnowłosy mruknął coś pod nosem i zaczął mieszać widelcem w swoim talerzu. Dorcas czując na sobie wzrok Nate'a podniosła do góry głowę. Chłopak puścił oczko i pomachał w jej stronę. Dziewczyna oparła twarz na dłoni, a drugą odmachała mu. Nagle do Wielkiej Sali wbiegła zdyszana Allison. Widząc swoją siostrę szybko do niej podbiegła. Brunetka patrzyła na dziewczynę unosząc do góry brew.
- Mama - jęknęła opierając się o jej ramię. Dorcas nie wiedząc o co jej chodzi zmrużyła oczy. Allison wywróciła oczami. - Mama tu jest.
- Co? Chyba Ci się przewidziało.
- Taa? I przewidziało mi się to, że rozmawiała podenerwowana z dyrektorem? - zapytała patrząc oburzona na siostrę. Nim zdążyła się odezwać do stołu Gryfonów podeszła McGonagall. Wyprostowała się i spojrzała na opiekunkę Domu Lwa.
- Panno Meadowes, proszę razem z siostrą pójść do gabinetu dyrektora. - powiedziała obrzucając swoim srogim wzrokiem uczniów. Gryfonka bez słowa wstała od stołu, chwyciła Allison za ręke i ruszyła za swoją opiekunką. Przez całą drogę do gabinetu Dumbledore'a nie odzywała się. Kątem oka patrzyła na Ally, która też szła spięta. A co jeśli naprawdę tutaj jest ich matka? A jeśli nawet to po co dyrektor miałby je wzywać. Bo jeżeli tu chodziło o coś poważnego to nie była potrzebna. A jeśli to chodzi o tatę.. Jej rozmyślenia przerwał głos McGonagall, która podawała hasło. Posąg nagle drgnął i zaczęły wysuwać się schody. Dorcas wciąż ściskając dłoń Allison weszła za nauczycielką. Na końcu stanęły na dębowej podłodze i podeszły do wielkich drzwi. Już z daleka można było słyszeć czyiś podniesiony głos. Ta druga osoba odpowiadała za to spokojnie. McGonagall przerwała to pukając kilka razy w drzwi. Rozmowy natychmiast ucichły, a potem rozległ się głos Dumbledore'a pozwalający wejść do środka. Profesor McGonagall otworzyła szeroko drzwi i gestem pokazała Dorcas i Allison, żeby weszły do środka. Ciemnowłosa weszła pierwsza a za nią Allison. Nie zdążyła się rozejrzeć po pomieszczeniu a poczuła jak ktoś mały obejmuję ją w pasie. Spojrzała w dół a jej oczom ukazał się jej mały braciszek.
- Alex! - krzyknęła uśmiechając się szeroko. Chłopczyk wyciągnął do góry rączki. Dziewczyna zaśmiała się cicho i wzięła go na ręce.
- Jestem tu z mamusią. Mamusia kłóci się teraz z jakimś panem z bardzo długą brodą. - powiedział śmiejąc się przy tym. Dorcas i Ally zaśmiały się. Nawet profesor McGonagall uśmiechnęła się lekko.
- Na pewno się nie kłóci. - odparła.
- Mamusia krzyczy, a ten pan tylko kiwa głową..
- Gdzie jest Alex? Merlinie jeszcze tego by mi brakowało żeby dziecko zgubić! - rozległ się głos kobiety. - Alex!
- Tu jestem mamusiu. - pisnął uśmiechając się. Kobieta spojrzała na swojego syna i uśmiechnęła się, ale widząc swoje córki ten uśmiech tak szybko jak się pojawił to również szybko zniknął. Dorcas postawiła Alexa na podłogę i gdy się wyprostowała spojrzała na swoją matkę.
- Witaj mamo. - powiedziała siląc się na spokojny ton.
- Dorcas. - odezwała się gładząc swoją spódnicę.
- Mamusiu już przestałaś się kłócić z tym panem?
- Tak, kochanie. Ale musisz teraz tutaj poczekać z tą panią bo teraz zabieram Twoje siostry na rozmowę. - powiedziała patrząc na Dorcas i Allison.
- Na nie też będziesz krzyczeć? - zapytał.
- Oczywiście, że nie. - odparła uśmiechając się. Dorcas stała z założonymi rękoma na piersiach i słysząc to wywróciła oczami. - Dziewczęta.. - odezwała się. Brunetka bez słowa ruszyła do przodu i mijając rodzicielkę weszła do gabinet dyrektora. Allison po chwili zrobiła to samo - Minerwo mam nadzieję, że to nie będzie dla Ciebie kłopot? - zapytała patrząc na nauczycielkę.
- To żaden kłopot, Isabelle. - mruknęła. Kobieta wysiliła się na lekki uśmiech i weszła do drugiego pomieszczenia zamykając za sobą drzwi.
- Możesz mi powiedzieć co to za szopka? I dlaczego wzięłaś ze sobą Alexa? - odezwała się Dorcas zauważając swoją matkę.
- Nie takim tonem, moja droga.
- Przepraszam, ale jak mam zrozumieć to, że przybywasz do Hogwartu i mieszasz mnie i Allison w swoje i tej organizacji sprawy.
- Tu nie chodzi o sprawy Zakonu, a o waszego ojca!
- Przepraszam, że się wtrące, ale nie sądzisz Isabelle, że to jeszcze za wcześnie żeby mieszać swoje córki w Zakon?
- Nasza mama nas w to nie wmieszała, panie profesorze. Wiemy już o tym od roku. Rodzice nam powiedzieli. - odezwała się Allison.
- Jeżeli tu chodzi o życie mojego męża to dziewczęta mają prawo wiedzieć, że istnieje tajna organizacja walcząca z Sam - Wiesz - Kim.
- Zaraz.. z życiem taty? Co z tatą? - zapytała Dorcas.
- Został zaatakowany podczas jednej akcji.
- Ale wszystko z nim w porządku?
- Tak, ale jest bardzo osłabiony.
- Rozumiem. To wszystko tak? Wspaniale. Specjalnie po to tu przyjechałaś, żeby nam o tym powiedzieć? Nie mogłaś wysłać listu?
- Nie chciałam ryzykować, że ten list zostanie przez ludzi Sama - Wiesz - Kogo zostanie schwytany. - Isabelle spojrzała na córkę chłodno.
- Ale tata wyzdrowieje, prawda? - zapytała Allison.
- Oczywiście, że tak. To nie była jego najgorsza misja.
- Czy ty siebie słyszysz mamo? Zdajesz sobie z tego sprawę, że z którejś akcji może w ogóle nie wrócić? A jeśli już to zapakowany w czarny worek? To nie jest jakąs durna misja poszukiwawcza durnego składnika na eliksiry to jest poważna sytuacja. Ludzie giną! Voldemort zabija mugoli. Kobiety, mężczyżni a nawet dzieci zostają zabijani bo nie są czarodziejami, nawet jeżeli jest ktoś w rodzinie czarodziejem, to jak nie dołączy do niego zostaje najpierw brutalnie torturowany a potem zabijany.
- Nie podnoś na mnie głosu. Doskonale rozumiem co się teraz dzieję. Martwię się o naszą rodzinę. Nie myśl sobie, że nie. - krzyknęła patrząc na Dorcas. Brunetka obrzuciła kobietę wściekłym spojrzeniem. Dyrektor próbując załagodzić sytuację wstał i położył dłoń na ramieniu pani Meadowes.
- Myślę, że na tym powinniśmy zakończyć naszą rozmowę. Radzę żebyście wróciły do swojego dormitorium. A tobie Isabelle radzę się wybrać do Skrzydła Szpitalnego. Pani Pomfrey da Ci eliksir uspakajający. Za dużo się dzisiaj wydarzyło. - powiedział uśmiechając się lekko. Dorcas nie trzeba było powtarzać dwa razy. Spojrzała na swoją matkę i bez słowa wyszła z pomieszczenia.
- Nie mogłaś się powstrzymać co? - odezwała się Allison chwytając ją za ramię. - Przecież widać, że przeżywa to tak samo jak my.
- Trochę mnie poniosło.
- Trochę? Nie zauważyłaś jaką minę miała jak mówiłaś o ojcu? Po raz pierwszy w jej oczach widziałam strach. - powiedziała. Dorcas westchnęła głośno i złapała się za głowę. Chciała coś powidzieć, ale drzwi otworzyły się i do środka wbiegł Alex. Chłopczyk od razu podbiegł do brunetki i rzucił się jej w ramiona. Dziewczyna wzięła go na ręce i mocno go do siebie przytuliła.
- Co się stało? Twoje serce bije bardzo szybko.
- Nic, słońce. Wszystko jest w porządku. Nie musisz się o nic martwić. - powiedziała całując go w czółko. - Spójrz mi prosto w oczy Alex - szepnęła uśmiechając się. Jego ciemnobrązowe oczy spotkały jej. - Obiecaj mi, że będziesz chronił mamusię. Możesz mi to obiecać? - zapytała a z jej oczu poleciało kilka łez.
- Obiecuję.
- I, że jak będzie smutna to będziesz ją mocno przytulał?
- Obiecuję. I przyniosę jej ulubione ciasto czekoladowe. - wyszeptał wtulając się w nią. Dziewczyna uśmiechnęła się przez łzy i mocno go przytuliła. - Ale nie zrobię tego jak będziesz mnie tak mocno ściskać. - mruknął a brunetka zaśmiała się i rozlużniła ucisk. - Dlaczego płaczesz?
- To ze szczęścia. - odparła odgarniając grzywkę z jego twarzy i pstryknęła palcami w jego nos. - Nawet nie wiesz jaka jestem szczęśliwa, że jesteś.
- Alex pożegnaj się z siostrami. Zaraz wyruszamy. - do pomieszczenia weszła kobieta. Dorcas postawiła go na podłogę i wytarła dłonią twarz. Chłopczyk odwrócił się w jej stronę i mocno się do niej przytulił. Potem podszedł do Allison i podskoczył wysoko. - Na nas już czas. - mruknęła patrząc na brunetkę. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. - Alex chodż do mnie.
- Zobaczymy się w święta. - powiedziała Dorcas i pocałowała go w policzek. Alex skrzywił się lekko. Dziewczyna zaśmiała się i roztrzepała jego włosy. Spojrzał na siostrę i zrobił naburmuszoną minę. - Do zobaczenia młody.
- Alex! - odezwała się zniecierpliwiona pani Meadowes. Chłopczyk podskoczył wysoko i machając na pożegnanie podbiegł do mamy.
- Na nas też już czas. - powiedziała Allison. Dorcas stała i wpatrywała się w swoją rodzinę. Jej brat ze skrzywioną miną położył dłoń na starym kapeluszu. Podniósł szybko głowę do góry i z rozbrajającą miną spojrzał na brunetkę. Po chwili coś kliknęło i oboje zniknęli pozostawiając za sobą szarą mgiełkę.
*
Dorcas postanowiła nie iść na kolacje. Siedziała w Pokoju Wspólnym Gryfonów i wpatrywała się w kominek. Myślami była zupełnie gdzie indziej. Myślała o swoim ojcu. Jest wspaniałym człowiekiem i dziewczyna nie wie co by zrobiła jakby go nagle straciła. Zawsze potrafił podnieść ją na duchu. I wspierał ją we wszystkim. Gryfonka była tak wciągnięta w swoje myśli, że nie zauważyła siedzącego na fotelu Syriusza.
- Problemy w rodzinie? - zapytał głośno przez co Dorcas podskoczyła przestraszona na kanapie.
- Merlinie! Nie strasz mnie!
- Przepraszam.. chyba. - mruknął uśmiechając się szeroko.
- Czy ktoś Ci kiedyś powiedział, że masz nierówno pod sufitem? - zapytała siadając po turecku. Chłopak zaśmiał się pod nosem.
- Tak. Moja rodzina tak twierdziła.
- A myślałam, że tylko ja mam taką popapraną rodzinkę.
- Nie wiesz co mówisz. W porównaniu do mojej rodziny to Twoja jest całkiem spoko. - powiedział wrzucając mały patyk do kominka.
- W sumie... - zamyśliła się. - Czy musimy o tym rozmawiać? Nie za bardzo chcę mówić o mojej wspaniałej rodzinie. - odparła robiąc cudzysłów przy słowie wspaniałej. Syriusz w odpowiedzi pokiwał głową.
- To prawda, że chcesz się spotkać z tym Colemanem?
- A co? Zrobię Ci krzywdę jak to zrobię.
- Nie. Nawet to by mnie nie obchodziło.
- Kłamiesz!
- Co?
- Kłamiesz, Black. - zaśmiała się. - Przyznaj się, że go nie znosisz. A to, że się z nim umówię sprawiło, że masz ochotę mu przywalić.
- Jak ty mnie dobrze znasz.
- Ha! A więc mam rację?
- Z tym, że chcę mu przywalić? Tak.
- A z tym, że się z nim umówiłam to nie?
- Nie.
- Jasne bo ci uwierzę, Black. - odparła wstając. Poklepała go po ramieniu i ruszyła w stronę schodów, ale poczuła jak chwyta ją za dłoń i ciągnie ją w swoją stronę. Dorcas pisnęła głośno i upadła na jego kolana. Bez słowa wpił się w jej usta. Na początku była zaskoczona, ale oddała pocałunek. Lecz trwało to krótko.
- Może tylko trochę. - powiedział zachrypniętym głosem. Dziewczyna zaskoczona wstała. Objeła się ramionami i spojrzała na Syriusza. Ale on wpatrywał się w ogień w kominku. Westchnęła głośno i zaczęła bawić się palcami. A robiła to zawsze kiedy była zestresowana lub zdenerwowana. Teraz nie wiedziała co czuła. Spojrzała ostatni raz na chłopaka i wbiegła po schodach na górę.
- Blaaack? - odezwała się ruszając w jego stronę. Syriusz podniósł do góry pytająco prawą brew. - Oddaj mi do cholery mój stanik. Nie zamierzam stać tu i czekać, aż łaskawie mi go oddasz.
- A czy ktoś tu mówił, że w ogóle Ci go oddam? - zapytał uśmiechając się szeroko. Dorcas zacisnęła zdenerwowana usta i podjęła kolejną próbę zabrania swojej rzeczy, ale kolejny raz jej się nie udało. Huncwot zaśmiał się. Dziewczyna zacisnęła mocno pięści i ruszyła w jego stronę. Syriusz odskoczył od niej, ale brunetka złapała go za rękę i oboje tracąc równowagę z łoskotem upadli na podłogę. Meadowes przez chwilę leżała na plecach łapiąc łapczywie powietrze. Zrzuciła z siebie Blacka, który z zadowoleniem na twarzy leżał koło brunetki. - Tak z ciekawości zapytam. Interesujesz się motoryzacją?
- Hę? - zapytała zdziwiona.
- Widziałem jak patrzyłaś na zdjęcia motorów. Chyba jako jedyna, bo większość dziewczyn to wcale nie interesuje.
- Nie jestem jak ta większość pustych lal.. - warknęła pod nosem. Chłopak parsknął śmiechem widząc jej oburzenie. - Trochę się interesuję. Mój tata ma bzika na punkcie motorów. Dogadałbyś się z nim. - odparła wywracając oczami.
- Woah, Meadowes! Przechodzimy od razu do tego? Do spotkania z Twoimi rodzicami? - zapytał rozbawiony. Dziewczyna warknęła poirytowana. Usiadła po turecku i spojrzała na niego z góry. - Wiesz mi to pasuję, ale nie uważasz, że to za.... - zwinął się z bólu, kiedy brunetka uderzyła go z pięści w czułe miejsce. Dorcas wykorzystała tą chwilę i wzięła od niego swój stanik. Oparła się ręką o łóżko Remusa i wstała, ale poczuła jak jego ręce obejmują ją w pasie i zrzucają ją na podłogę. Dziewczyna jęknęła głośno, gdy boleśnie upadła na plecy.
- Uwaga ubierać się bo wchodzę! - rozległ się wesoły głos Jamesa. Dorcas wywróciła oczami i zrzucając ze swojej nogi Syriusza wstała. Spojrzała na Pottera krzyżując ręce na piersiach. - Och to wy.. - zaczął, ale widząc swojego przyjaciela natychmiast ucichł. Brunetka ruszyła w jego stronę kręcąc głową z dezaprobatą. Chłopak uśmiechając się nerwowo spojrzał na nią. Meadowes warknęła cicho i bez słowa wyszła z dormitorium chłopaków. Weszła wściekła do dormitorium dziewczyn, ale był pusty. Spojrzała na zegarek. Śniadanie zaczęło się 30 minut temu. Mrucząc coś pod nosem zaczęła się ubierać. Gdy po paru minutach była gotowa, chwyciła swoją torbę i wybiegła z pokoju. Jednak zatrzymała się, gdy zorientowała się, że nie nałożyła butów. Warknęła głośno strasząc przy tym chłopca z drugiej klasy. Wbiegła szybko do dormitorium, wyciągnęła spod łóżka czarne botki na płaskiej podeszwie do kostek. Założyła je i poprawiając kołnierzyk w koszuli wybiegła na zewnątrz. Idąc przez Pokój Wspólny spojrzała kątem oka na grupkę dziewczyn, które szeptały coś między sobą. Jedna z nich spojrzała na Dorcas i uśmiechnęła się krzywo. Brunetka zaśmiała się tylko pod nosem i przeszła przez dziurę pod portretem. Zbiegając po ruchomych schodach uśmiechnęła się do dwóch chłopaków z szóstej klasy. Zeskoczyła z ostatniego schodka i idąc korytarzem ruszyła w stronę Wielkiej Sali. W połowie drogi zatrzymała się. Po drugiej stronie zauważyła swoje przyjaciółki. Gdy ją zauważyły ruszyły w jej stronę.
- Już po śniadaniu? - zdziwiła się Dorcas.
- Nie. Jakiś kretyn wrzucił do Wielkiej Sali łajnobombę.
- Czyli Huncwoci.. - odparła Ann.
- Skąd wiecie, że to oni?
- Z choinki się urwałaś, Dorcas? Przecież wiadomo, że to oni. - odezwała się Marlena. Dorcas zdenerwowana zacisnęła usta.
- A właśnie, że nie oni. James i Syriusz byli w dormitorium. Peter i Remus bez nich by nic nie zrobili. - powiedziała oddychając szybko.
- A skąd wiesz, że byli w dormitorium? - zapytała Ann.
- Bo byłam u nich? - dziewczyna westchnęła głośno. Jej przyjaciółki spojrzały na nią zdziwione. Lecz brunetka nie chciała im nic tłumaczyć. Jedynie czego chciała to zjeść śniadanie. Ale jak na złość jakiś kretyn zepsuł jej ten plan. Ann spojrzała na nią przechylając głowę na bok. I po chwili zaczęła szukać czegoś w swojej torbie. Lily patrzyła na brunetkę mrużąc lekko oczy.
- O! Tu jest. - pisnęła Ann. Dorcas nie spodziewając się tego podskoczyła lekko. Blondynka uśmiechnęła się lekko i wyciągnęła w jej stronę papierowe opakowanie. - Pomyślałam.. to znaczy pomyślałyśmy, że będziesz głodna, więc wzięłam z Wielkiej Sali trochę tostów. - Dorcas spojrzała na nią z wdzięcznością i zaczęła wcinać tosty francuskie. Gdy skończyła wytarła kąciki ust dłonią.
- Dzięki. Nawet nie wiecie jaka byłam głodna. - mruknęła klepiąc się po brzuchu. Przechodzące obok dwie Krukonki spojrzały na nią krzywo. - Dlaczego wszyscy się tak na mnie krzywo patrzą? Ubrudziłam się czy co? - zapytała patrząc na swoje przyjaciółki. Wszystkie pokręciły przecząco głową. Dorcas westchnęła głośno.
- Może dlatego, że byłaś dzisiaj rano w dormitorium chłopaków i nie wychodziłaś stamtąd przez.. godzinę? - powiedziała Marlena.
- Aha?
- Oj, Dorcas! Teraz pewnie wszystkie dziewczyny myślą, że ty i Black.. - urwała krzywiąc się. Dziewczyna spojrzała na nią pytająco. - Ze ty i...
- No wyduś to z siebie, Marlena!
- .... że spaliście ze sobą. - dokończyła patrząc niepewnie na brunetkę. Przez chwilę żadna się nie odezwała. Dorcas spojrzała na każdą po kolei i wybuchnęła głośnym śmiechem. Marlena spojrzała na Lily, ale ta wzruszyła ramionami.
- Widziałyśmy jak wychodzisz wściekła z naszego dormitorium. - odparła Ann krzyżując ręce na piersiach. Brunetka palnęła się w czoło dłonią i warknęła cicho pod nosem. Wypuściła głośno powietrze i spojrzała na swoje przyjaciółki.
- No tak, ale.. O rany. Poszłam do ich pokoju, bo ten kretyn zabrał mój stanik. Więc wbiegłam na górę do ich dormitorium, weszłam do środka, ale nikogo nie było, więc już miałam wyjść a z łazienki wychodzi Syriusz. - dziewczyny patrzyły na nią robiąc wielkie oczy. - Zabrałam od niego to co moje, ale oczywiście musiał mi to najpierw utrudnić. A na końcu wszedł James z tekstem, że mamy się ubierać. A powiedział to głośno, więc pewnie to któryś z uczniów usłyszał i teraz rozsiał tą plotkę po całym zamku. - Dorcas zaśmiała się głośno z min swoich przyjaciółek. Lecz widząc idącego korytarzem Williama zacisnęła z nerwów szczękę bez słowa odwróciła się do dziewczyn plecami i ruszyła przed siebie.
- Dorcas! Czekaj! - krzyknęła Lily ruszając za ciemnowłosą, ale dziewczyna się nie zatrzymywała. - Gdzie ty idziesz? Za pół godziny mamy lekcję! - dodała zauważając, że Meadowes zmierza w stronę bibloteki.
- Chcę zostać sama! Spotkamy się na lekcji - odkrzyknęła i na końcu korytarza skręciła w prawo. Lily spojrzała na Marlenę i Ann, które tylko wzruszyły ramionami. Rudowłosa patrzyła jeszcze przez moment w to miejsce w którym przed chwilą zniknęła Dorcas, lecz słysząc wołanie swoich przyjaciółek obudziła się ze swoich myśli i ruszyła za nimi pod salę eliksirów. W tym samym czasie ciemnowłosa szła korytarzem. Na zewnątrz padał deszcz. Lało jak z cebra. Uczniowie, którzy byli na błoniach szybko uciekali do zamku. Dor śmiała się z tego widoku. Podeszła do murku i wyciągneła przed siebie rękę. Zimne krople deszczu padały na jej dłoń, a ona uśmiechała się przy tym jak mała dziewczynka. Po jakimś czasie wycofała ją i strzepnęła z niej wodę. Odwróciła się z zamiarem dalszego zwiedzania kortarzy, ale niespodziewanie na kogoś wpadła przez co torba spadła z jej ramienia, upadła na podłogę i cała jej zawartość wysypała się na kamienną posadzkę. Dziewczyna ukucnęła i zaczęła wszystko zbierać klnąc przy tym cicho. Czując jak czyjaś ręka styka się z jej skórą wzdrygnęła się. Uniosła powoli do góry głowę, a jej serce zaczęło szybko bić z nerwów. Co jeżeli ta osoba na którą wpadła to Will? Nabrała głośno powietrza i spojrzała na bruneta, który zbierał jej książki. Dorcas zmrużyła oczy i bardziej przyjrzała się tej osobie. Przed nią klękał nie Will a chłopak, którego znała tylko z widzenia. Ciemnowłosa zastygła w bezruchu i z lekko otwartymi ustami wpatrywała się w ciemnowłosego. Do chwili gdy nie usłyszała głośnego chrząknięcia.
- Um.. - nie widziała co ma powiedzieć. Czując jak wbija w nią swój wzrok zarumieniła się lekko. - Dziękuje.. i przepraszam, że na Ciebie wpadłam. - mruknęła gwałtownie wstając. Chłopak zaśmiał się i również wstał.
- Nic się nie stało. Na takie piękne dziewczyny to ja chciałbym wpadać codziennie. - powiedział lekko się uśmiechając. Dziewczyna podrapała się po głowie i zaśmiała się nerwowo. Nie pierwszy raz słyszała takie słowa. Nagle schylił się w jej stronę. Dorcas podskoczyła lekko do góry, ale gdy przed nią stał wyprostowany zauważyła, że wyciąga w jej stronę ręke. - To chyba jest twoje? - zapytał trzymając książkę oprawioną w ciemnobrązową okładkę.
- T... Tak. - odpowiedziała trzęsącym głosem. Opanuj się, Meadowes to normalny chłopak a nie jakiś psychopata. Ciemnowłosy patrzył na nią pytającym wzrokiem. Czując na sobie jego wzrok ocknęła się i wzięła od niego książkę.
- Widzę, że jesteś fanką Stephena Kinga? - zapytał wskazując palcem na okładkę książki Carrie. Dziewczyna przycisnęła książkę do piersi.
- Em... dopiero zaczęłam czytać. To książka mojej przyjaciółki.
- Rozumiem. - odparł uśmiechając się. - Może miałabyś czas, żeby wyjść ze mną na kawę? - dodał podpierając się ramieniem o ścianę.
- Właściwie to czemu nie? W przyszłym tygodniu jest wypad do Hogsmeade. Możemy się wtedy spotkać. - odparła poprawiając torbę.
- To jesteśmy umówieni. - Dorcas w odpowiedzi kiwnęła głową. - Nie przedstawiłem się. Jestem Nathaniel, ale znajomi mówią na mnie Nate. - dodał wyciągając w jej stronę dłoń. Dziewczyna ścisnęła ją lekko.
- Dorcas, ale znajomi mówią na mnie Dor. - Nate posłał jej lekki uśmiech. Niespodziewanie brunet wyciągnął w jej stronę ręke i zdjął coś z jej twarzy.
- Rzęsa. To na szczęście. - powiedział. Nastała długa cisza. Słychać było tylko ich oddechy. - W takim razie do zobaczenia.. Dorcas - odezwał się nagle i na odchodne puścił jej oczko. Gryfonka stała jak zaklęta i nie ruszyła się do momentu, aż chłopak zniknął na końcu korytarza. Po chwili obudziła się z transu i odruchowo spojrzała na zegarek. Przerażona zrobiła wielkie oczy i niczym struś popędziła w stronę sali Slughorna. Gdy stanęła przed ciężkimi ciemnymi drzwiami nabrała powietrza i licząc do trzech nacisnęła klamkę i weszła do środka. Wszyscy uczniowie słysząc, że wchodzi podnieśli do góry głowy i wbili w nią przeszywający wzrok. Dorcas z trudem przełknęła gulę, która utkwiła w jej gardle i patrząc krótko na profesora ruszyła na swoje miejsce, gdzie siedziała rudowłosa patrząca na nią pytającym wzrokiem. Dziewczyna bez słowa zajęła swoje miejsce czując na sobie wzrok Huncwotów. Gryfonka wyprostowała się na krześle i patrzyła przed siebie.
- Gdzie ty byłaś? Mówiłam, że za pół godziny zaczynają się zajęcia. - powiedziała Lily. Dorcas westchnęła głośno.
- Mówiłam, że chciałam zostać sama. - mruknęła nie patrząc na rudą. Evans chciała coś jeszcze powiedzieć, ale widząc wzrok Marleny dała ciemnowłosej spokój. Dorcas cała spięta patrzyła na Slughorna, który siedział na swoim miejscu pisząc coś na pergaminie. Wiedziała, że tym razem się jej nie upiecze, że dostanie szlaban. Nagle mężczyzna zwinął pergamin w rulon i patrząc przenikliwym wzrokiem na dziewczynę wywołał rudowłosą ruchem dłoni. Lily najpierw spojrzała na brunetkę, ale ta wciąż wbijała wzrok w profesora. Wiedząc, że z nią nie pogada ruszyła w stronę profesora, który uśmiechnął się lekko i mrucząc coś pod nosem podał jej zawiniątko. Dorcas z nerwów zaczęła obracać między palcami czarne pióro.
Jak się spodziewała ciemnowłosa została po lekcjach. Siedziała na swoim miejscu ściskając w dłoni drewniany ołówek. Patrzyła na nauczyciela, który nagle usiadł w ławce obok. Dorcas westchnęła głośno unosząc do góry oczy.
- Dorcas...
- Jak chcę mi pan dać szlaban, to proszę.. - przerwała mu niegrzecznie. Po chwili posłała mu przepraszające spojrzenie.
- Ja wiem, że bywam dziwny i, że robię te nudne przyjęcia. Tak, tak.. myślisz, że tego nie wiem? - powiedział patrząc na dziewczynę. - Ale wracając do Ciebie.. - zaczął nabierając głośno powietrza. Dorcas wywróciła oczami.
- Jeżeli mnie profesor zapyta czy ze mną wszystko dobrze to odpowiem, że tak. - odparła bawiąc się palcami.
- Już drugi raz mi przerywasz, młoda damo. Jeszcze raz, a dostaniesz szlaban. - powiedział poważnie. Dziewczyna spojrzała na Slughorna, który zaczął się śmiać. - Oj jestem dla was zdecydowanie za dobry.
- To prawda. Nie wychodzi panu bycie poważnym.
- Udam, że tego nie słyszałem. - mruknął poprawiając nerwowo włosy. Ciemnowłosa parsknęła cicho pod nosem. - Powiesz mi co jest powodem twojego ciągłego roztargnienia? Czekaj.. niech zgadnę, hmm... chłopak?
- Można tak powiedzieć. - mruknęła wzruszając ramionami.
- A więc chłopak?
- W sumie to dwóch chłopaków.
- Na brodę Merlina! - jęknął, aż z głowy spadł mu kapelusik. Dziewczyna westchnęła patrząc na mężczyznę zrezygnowana. - Dobrze, więc.. nie dam Ci szlabanu, ale żeby mi to było ostatni raz. Bo ja nie toleruję spóźnień. - powiedział machając jej przed twarzą palcem. Gryfonka zaśmiała się cicho i wstała.
- Dobrze, panie profesorze. Do widzenia. - powiedziała i zanim wyszła usłyszała jak Slughorn mruczy coś do siebie. Dziewczyna zamknęła za sobą drzwi i wyszła na korytarz. Była pora obiadu, więc korytarze były puste. Jak na zawołanie zaczęło jej burczeć w brzuchu. Poklepała go kilka razy i podśpiewując coś pod nosem ruszyła w stronę Wielkiej Sali. Po chwili stanęła przed wejściem i ruszyła w stronę stołu Gryfonów. Ku zdziwieniu jej znajomych usiadła na ławce i zaczęła nakładać sobie pieczone ziemniaki. Blondynka przez chwilę patrzyła na Meadowes jak na ducha.
- Podasz mi półmisek z kotletami? - zwróciła się do Ann.
- Ee.. tak już. - mruknęła i sięgnęła po naczynie z którego w tym czasie podwójną porcję nakładał Peter. Chłopak pisnął oburzony, czym zwrócił uwagę reszcie Huncwotów. Syriusz poklepał swojego przyjaciela po ramieniu dusząc się ze śmiechu. Po czym zaczął się krztusić. Dorcas wywróciła oczami i zaczęła jeść.
- Coś krótki był ten szlaban. Co robiłaś? Zamiatałaś salę?
- A wyobraź sobie, Black, że nie miałam szlabanu.
- Co? - wyrwało się Lily.
- No tak.. - odparła wzruszając ramionami.
- Już trzeci raz spóźniasz się na eliksiry.
- Masz z tym jakiś problem? - zapytała patrząc na Lily.
- Ja nie, ale..
- Nie mam szlabanu i koniec kropka. Nie drąż już tego tematu. - przerwała jej wbijając w nią ostre spojrzenie. Rudowłosa westchnęła głośno.
- Ale...
- Lily! Wyluzuj co? Musisz teraz robić z tego awanturę?
- Dobra dziewczyny dajcie już spokój! - odezwała się Marlena. - Są inne tematy do rozmów. Na przykład Nathaniel Coleman ciągle się na Ciebie patrzy, Dorcas. - dodała uśmiechając się szeroko. Syriusz słysząc to kaszlnął głośno i spojrzał na koniec stołu. Ciemnowłosa uśmiechnęła się i wbiła wzrok na swój talerz.
- Patrzy i co z tego? Większość chłopaków w tym zamku tak na Dorcas patrzy. - odezwał się Syriusz. Dziewczyna spojrzała na niego i wybuchnęła głośnym śmiechem. Osoby siedzące najbliżej spojrzały na nią zdziwione.
- Zazdrosny?
- Ja? Co ty... nigdy.
- Tak? To ta ręka Ci się trzęsie bez powodu?
- To taki tik nerwowy.. mam to od dziecka.
- Jasne. Wmawiaj sobie tak dalej. - mruknęła i wróciła do jedzenia swojego obiadu. Czarnowłosy mruknął coś pod nosem i zaczął mieszać widelcem w swoim talerzu. Dorcas czując na sobie wzrok Nate'a podniosła do góry głowę. Chłopak puścił oczko i pomachał w jej stronę. Dziewczyna oparła twarz na dłoni, a drugą odmachała mu. Nagle do Wielkiej Sali wbiegła zdyszana Allison. Widząc swoją siostrę szybko do niej podbiegła. Brunetka patrzyła na dziewczynę unosząc do góry brew.
- Mama - jęknęła opierając się o jej ramię. Dorcas nie wiedząc o co jej chodzi zmrużyła oczy. Allison wywróciła oczami. - Mama tu jest.
- Co? Chyba Ci się przewidziało.
- Taa? I przewidziało mi się to, że rozmawiała podenerwowana z dyrektorem? - zapytała patrząc oburzona na siostrę. Nim zdążyła się odezwać do stołu Gryfonów podeszła McGonagall. Wyprostowała się i spojrzała na opiekunkę Domu Lwa.
- Panno Meadowes, proszę razem z siostrą pójść do gabinetu dyrektora. - powiedziała obrzucając swoim srogim wzrokiem uczniów. Gryfonka bez słowa wstała od stołu, chwyciła Allison za ręke i ruszyła za swoją opiekunką. Przez całą drogę do gabinetu Dumbledore'a nie odzywała się. Kątem oka patrzyła na Ally, która też szła spięta. A co jeśli naprawdę tutaj jest ich matka? A jeśli nawet to po co dyrektor miałby je wzywać. Bo jeżeli tu chodziło o coś poważnego to nie była potrzebna. A jeśli to chodzi o tatę.. Jej rozmyślenia przerwał głos McGonagall, która podawała hasło. Posąg nagle drgnął i zaczęły wysuwać się schody. Dorcas wciąż ściskając dłoń Allison weszła za nauczycielką. Na końcu stanęły na dębowej podłodze i podeszły do wielkich drzwi. Już z daleka można było słyszeć czyiś podniesiony głos. Ta druga osoba odpowiadała za to spokojnie. McGonagall przerwała to pukając kilka razy w drzwi. Rozmowy natychmiast ucichły, a potem rozległ się głos Dumbledore'a pozwalający wejść do środka. Profesor McGonagall otworzyła szeroko drzwi i gestem pokazała Dorcas i Allison, żeby weszły do środka. Ciemnowłosa weszła pierwsza a za nią Allison. Nie zdążyła się rozejrzeć po pomieszczeniu a poczuła jak ktoś mały obejmuję ją w pasie. Spojrzała w dół a jej oczom ukazał się jej mały braciszek.
- Alex! - krzyknęła uśmiechając się szeroko. Chłopczyk wyciągnął do góry rączki. Dziewczyna zaśmiała się cicho i wzięła go na ręce.
- Jestem tu z mamusią. Mamusia kłóci się teraz z jakimś panem z bardzo długą brodą. - powiedział śmiejąc się przy tym. Dorcas i Ally zaśmiały się. Nawet profesor McGonagall uśmiechnęła się lekko.
- Na pewno się nie kłóci. - odparła.
- Mamusia krzyczy, a ten pan tylko kiwa głową..
- Gdzie jest Alex? Merlinie jeszcze tego by mi brakowało żeby dziecko zgubić! - rozległ się głos kobiety. - Alex!
- Tu jestem mamusiu. - pisnął uśmiechając się. Kobieta spojrzała na swojego syna i uśmiechnęła się, ale widząc swoje córki ten uśmiech tak szybko jak się pojawił to również szybko zniknął. Dorcas postawiła Alexa na podłogę i gdy się wyprostowała spojrzała na swoją matkę.
- Witaj mamo. - powiedziała siląc się na spokojny ton.
- Dorcas. - odezwała się gładząc swoją spódnicę.
- Mamusiu już przestałaś się kłócić z tym panem?
- Tak, kochanie. Ale musisz teraz tutaj poczekać z tą panią bo teraz zabieram Twoje siostry na rozmowę. - powiedziała patrząc na Dorcas i Allison.
- Na nie też będziesz krzyczeć? - zapytał.
- Oczywiście, że nie. - odparła uśmiechając się. Dorcas stała z założonymi rękoma na piersiach i słysząc to wywróciła oczami. - Dziewczęta.. - odezwała się. Brunetka bez słowa ruszyła do przodu i mijając rodzicielkę weszła do gabinet dyrektora. Allison po chwili zrobiła to samo - Minerwo mam nadzieję, że to nie będzie dla Ciebie kłopot? - zapytała patrząc na nauczycielkę.
- To żaden kłopot, Isabelle. - mruknęła. Kobieta wysiliła się na lekki uśmiech i weszła do drugiego pomieszczenia zamykając za sobą drzwi.
- Możesz mi powiedzieć co to za szopka? I dlaczego wzięłaś ze sobą Alexa? - odezwała się Dorcas zauważając swoją matkę.
- Nie takim tonem, moja droga.
- Przepraszam, ale jak mam zrozumieć to, że przybywasz do Hogwartu i mieszasz mnie i Allison w swoje i tej organizacji sprawy.
- Tu nie chodzi o sprawy Zakonu, a o waszego ojca!
- Przepraszam, że się wtrące, ale nie sądzisz Isabelle, że to jeszcze za wcześnie żeby mieszać swoje córki w Zakon?
- Nasza mama nas w to nie wmieszała, panie profesorze. Wiemy już o tym od roku. Rodzice nam powiedzieli. - odezwała się Allison.
- Jeżeli tu chodzi o życie mojego męża to dziewczęta mają prawo wiedzieć, że istnieje tajna organizacja walcząca z Sam - Wiesz - Kim.
- Zaraz.. z życiem taty? Co z tatą? - zapytała Dorcas.
- Został zaatakowany podczas jednej akcji.
- Ale wszystko z nim w porządku?
- Tak, ale jest bardzo osłabiony.
- Rozumiem. To wszystko tak? Wspaniale. Specjalnie po to tu przyjechałaś, żeby nam o tym powiedzieć? Nie mogłaś wysłać listu?
- Nie chciałam ryzykować, że ten list zostanie przez ludzi Sama - Wiesz - Kogo zostanie schwytany. - Isabelle spojrzała na córkę chłodno.
- Ale tata wyzdrowieje, prawda? - zapytała Allison.
- Oczywiście, że tak. To nie była jego najgorsza misja.
- Czy ty siebie słyszysz mamo? Zdajesz sobie z tego sprawę, że z którejś akcji może w ogóle nie wrócić? A jeśli już to zapakowany w czarny worek? To nie jest jakąs durna misja poszukiwawcza durnego składnika na eliksiry to jest poważna sytuacja. Ludzie giną! Voldemort zabija mugoli. Kobiety, mężczyżni a nawet dzieci zostają zabijani bo nie są czarodziejami, nawet jeżeli jest ktoś w rodzinie czarodziejem, to jak nie dołączy do niego zostaje najpierw brutalnie torturowany a potem zabijany.
- Nie podnoś na mnie głosu. Doskonale rozumiem co się teraz dzieję. Martwię się o naszą rodzinę. Nie myśl sobie, że nie. - krzyknęła patrząc na Dorcas. Brunetka obrzuciła kobietę wściekłym spojrzeniem. Dyrektor próbując załagodzić sytuację wstał i położył dłoń na ramieniu pani Meadowes.
- Myślę, że na tym powinniśmy zakończyć naszą rozmowę. Radzę żebyście wróciły do swojego dormitorium. A tobie Isabelle radzę się wybrać do Skrzydła Szpitalnego. Pani Pomfrey da Ci eliksir uspakajający. Za dużo się dzisiaj wydarzyło. - powiedział uśmiechając się lekko. Dorcas nie trzeba było powtarzać dwa razy. Spojrzała na swoją matkę i bez słowa wyszła z pomieszczenia.
- Nie mogłaś się powstrzymać co? - odezwała się Allison chwytając ją za ramię. - Przecież widać, że przeżywa to tak samo jak my.
- Trochę mnie poniosło.
- Trochę? Nie zauważyłaś jaką minę miała jak mówiłaś o ojcu? Po raz pierwszy w jej oczach widziałam strach. - powiedziała. Dorcas westchnęła głośno i złapała się za głowę. Chciała coś powidzieć, ale drzwi otworzyły się i do środka wbiegł Alex. Chłopczyk od razu podbiegł do brunetki i rzucił się jej w ramiona. Dziewczyna wzięła go na ręce i mocno go do siebie przytuliła.
- Co się stało? Twoje serce bije bardzo szybko.
- Nic, słońce. Wszystko jest w porządku. Nie musisz się o nic martwić. - powiedziała całując go w czółko. - Spójrz mi prosto w oczy Alex - szepnęła uśmiechając się. Jego ciemnobrązowe oczy spotkały jej. - Obiecaj mi, że będziesz chronił mamusię. Możesz mi to obiecać? - zapytała a z jej oczu poleciało kilka łez.
- Obiecuję.
- I, że jak będzie smutna to będziesz ją mocno przytulał?
- Obiecuję. I przyniosę jej ulubione ciasto czekoladowe. - wyszeptał wtulając się w nią. Dziewczyna uśmiechnęła się przez łzy i mocno go przytuliła. - Ale nie zrobię tego jak będziesz mnie tak mocno ściskać. - mruknął a brunetka zaśmiała się i rozlużniła ucisk. - Dlaczego płaczesz?
- To ze szczęścia. - odparła odgarniając grzywkę z jego twarzy i pstryknęła palcami w jego nos. - Nawet nie wiesz jaka jestem szczęśliwa, że jesteś.
- Alex pożegnaj się z siostrami. Zaraz wyruszamy. - do pomieszczenia weszła kobieta. Dorcas postawiła go na podłogę i wytarła dłonią twarz. Chłopczyk odwrócił się w jej stronę i mocno się do niej przytulił. Potem podszedł do Allison i podskoczył wysoko. - Na nas już czas. - mruknęła patrząc na brunetkę. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. - Alex chodż do mnie.
- Zobaczymy się w święta. - powiedziała Dorcas i pocałowała go w policzek. Alex skrzywił się lekko. Dziewczyna zaśmiała się i roztrzepała jego włosy. Spojrzał na siostrę i zrobił naburmuszoną minę. - Do zobaczenia młody.
- Alex! - odezwała się zniecierpliwiona pani Meadowes. Chłopczyk podskoczył wysoko i machając na pożegnanie podbiegł do mamy.
- Na nas też już czas. - powiedziała Allison. Dorcas stała i wpatrywała się w swoją rodzinę. Jej brat ze skrzywioną miną położył dłoń na starym kapeluszu. Podniósł szybko głowę do góry i z rozbrajającą miną spojrzał na brunetkę. Po chwili coś kliknęło i oboje zniknęli pozostawiając za sobą szarą mgiełkę.
*
Dorcas postanowiła nie iść na kolacje. Siedziała w Pokoju Wspólnym Gryfonów i wpatrywała się w kominek. Myślami była zupełnie gdzie indziej. Myślała o swoim ojcu. Jest wspaniałym człowiekiem i dziewczyna nie wie co by zrobiła jakby go nagle straciła. Zawsze potrafił podnieść ją na duchu. I wspierał ją we wszystkim. Gryfonka była tak wciągnięta w swoje myśli, że nie zauważyła siedzącego na fotelu Syriusza.
- Problemy w rodzinie? - zapytał głośno przez co Dorcas podskoczyła przestraszona na kanapie.
- Merlinie! Nie strasz mnie!
- Przepraszam.. chyba. - mruknął uśmiechając się szeroko.
- Czy ktoś Ci kiedyś powiedział, że masz nierówno pod sufitem? - zapytała siadając po turecku. Chłopak zaśmiał się pod nosem.
- Tak. Moja rodzina tak twierdziła.
- A myślałam, że tylko ja mam taką popapraną rodzinkę.
- Nie wiesz co mówisz. W porównaniu do mojej rodziny to Twoja jest całkiem spoko. - powiedział wrzucając mały patyk do kominka.
- W sumie... - zamyśliła się. - Czy musimy o tym rozmawiać? Nie za bardzo chcę mówić o mojej wspaniałej rodzinie. - odparła robiąc cudzysłów przy słowie wspaniałej. Syriusz w odpowiedzi pokiwał głową.
- To prawda, że chcesz się spotkać z tym Colemanem?
- A co? Zrobię Ci krzywdę jak to zrobię.
- Nie. Nawet to by mnie nie obchodziło.
- Kłamiesz!
- Co?
- Kłamiesz, Black. - zaśmiała się. - Przyznaj się, że go nie znosisz. A to, że się z nim umówię sprawiło, że masz ochotę mu przywalić.
- Jak ty mnie dobrze znasz.
- Ha! A więc mam rację?
- Z tym, że chcę mu przywalić? Tak.
- A z tym, że się z nim umówiłam to nie?
- Nie.
- Jasne bo ci uwierzę, Black. - odparła wstając. Poklepała go po ramieniu i ruszyła w stronę schodów, ale poczuła jak chwyta ją za dłoń i ciągnie ją w swoją stronę. Dorcas pisnęła głośno i upadła na jego kolana. Bez słowa wpił się w jej usta. Na początku była zaskoczona, ale oddała pocałunek. Lecz trwało to krótko.
- Może tylko trochę. - powiedział zachrypniętym głosem. Dziewczyna zaskoczona wstała. Objeła się ramionami i spojrzała na Syriusza. Ale on wpatrywał się w ogień w kominku. Westchnęła głośno i zaczęła bawić się palcami. A robiła to zawsze kiedy była zestresowana lub zdenerwowana. Teraz nie wiedziała co czuła. Spojrzała ostatni raz na chłopaka i wbiegła po schodach na górę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz