Następnego dnia Dorcas obudziła się wcześnie. Usiadła na łóżku i zakryła się kołdrą. Spojrzała na okno, przez które wpadało słabe światło. Odgarnęła z twarzy włosy i chwyciła zegarek leżący na komodzie, który wskazywał godzinę szóstą rano. Brunetka westchnęła głośno i narzucając na siebie cienki granatowy koc wyszła z łóżka. Kątem oka spojrzała na śpiącego Syriusza, który leżał na brzuchu i mamrotał coś przez sen. Uśmiechnęła się lekko pod nosem wspominając wczorajszy wieczór. Po cichu wyjęła z szafy ubrania, a z szuflady świeżą bieliznę. Na palcach ruszyła do łazienki, gdzie umyła się a potem ubrała. Godzinę później wyszła. Syriusz wciąż spał, więc nie budząc go wyszła z pokoju na korytarz. W całym mieszkaniu panowała cisza, która była co jakiś czas przerywana przez odgłosy dochodzące z dołu. A dokładniej z kuchni. Gryfonka szła powoli i delektowała się ciszą. Nucąc pod nosem szła przed siebie. Na końcu korytarza zauważyła Mary, która była już ubrana w roboczy strój i z surową miną szła korytarzem. Brunetka nie chcąc na nią wpaść weszła do pierwszego pokoju, który ku jej zadowoleniu był otwarty. Weszła do niego szybko i zamknęła za sobą cicho drzwi. Oparła się o nie plecami, zamknęła oczy i wypuściła głośno powietrze. Gdy je otworzyła rozejrzała się po pomieszczeniu. Był to średniej wielkości pokój. Ściany były pomalowane na ciemnoniebieski kolor. Z sufitu zwisał kryształowy żyrandol. Lecz nie to ją zainteresowało. Na samym środku pomieszczenia stał czarny fortepian. Podeszła do instrumentu i usiadła na czarnym skórzanym krześle. Położyła obie dłonie na klawisze. Podskoczyła w górę, gdy usłyszała za sobą jakiś szmer.
- Merde! Sebastian mówiłam żebyś dał mi spokój! - rozległ się dziewczęcy głos. Dorcas wstała z krzesełka cicho i z wyciągniętą przed siebie różdżką szła w miejsce, skąd usłyszała głos. - Sébastien? Przysięgam, że jak nie dasz mi spokoju to następnego dnia obudzisz się bez włosów na głowie. - Gryfonka zaśmiała się cicho pod nosem. Rozpoznała ten głos. Wyszła z ukrycia i wpadła na swoją kuzynkę, Eleanor. - AAAH! Dorcas! To ty... - pisnęła łapiąc się za pierś. - Co ty tu robisz?
- Schowałam się przed sprzątaczką. A ty? Co tu robisz? - zapytała chowając różdżkę do kieszeni. Czarnowłosa posłała jej rozbawione spojrzenie i usiadła na parapecie. - Chowasz się przed bratem? - dodała patrząc jak trzyma w dłoni skręcony biały rulonik. Eleanor parsknęła pod nosem i włożyła skręta między zębami.
- Niezupełnie. Chowam się przed matką. - odparła i odpaliła jointa. - A ty? Czemu chowasz się przed sprzątaczką? - dodała rozbawiona.
- Jakby to ująć. Nie za bardzo jej lubię. I ona zresztą mnie też. - powiedziała wyrywając z jej rąk skręta. Czarnowłosa oburzyła się, ale po chwili uspokoiła się widząc jak brunetka zaciąga się. - Uważa, że nie mam szacunku do własnej matki i, że za dużo sobie pozwalam. - odparła. Eleanor zaśmiała się głośno.
- Mówisz o tej wiedźmie Mary? Też jej nie znoszę. Przez nią moja matka zabrała mi moje rzeczy. - burknęła wydmuchując dym. - Udało mi się uratować to. - dodała wskazując palcem na leżące na parapecie jointy. Brunetka spojrzała na Francuzkę i poklepała ją po ramieniu. - A mój brat? Wcale nie jest taki święty. A lata za mamą jak jakiś zakochany kundel. - prychnęła wrzucając pozostałe jointy do metalowego pudełeczka. - Jak już nie jest w pobliżu mamy to jest zupełnie inny człowiek. I pomyśleć, że to jest mój brat. - mruknęła i ruszyła w głąb pokoju. Stanęła przed fortepianem. Dorcas rozsunęła ciemne zasłony i wyszła na balkon. Słyszała jak Eleanor mruczy coś po francusku pod nosem. Gryfonka zaśmiała się cicho. Oparła dłonie o barierkę i spojrzała w dół. Niedaleko stał Luke, który rozmawiał z innym aurorem przyciszonym głosem. Gdy jego spojrzenie padło na brunetkę pomachała w jego stronę uśmiechając się szeroko. Mężczyzna odpowiedział jej tym samym po czym wrócił do przerwanej rozmowy z aurorem. Po chwili usłyszała donośne krzyki dochodzące z pokoju gdzie przebywała Eleanor. Zaniepokojona ruszyła w tamtą stronę, ale zanim przekroczyła próg usłyszała męski głos. Westchnęła głośno i weszła do pomieszczenia, gdzie na środku stali jej kuzyni kłócąc się przy tym głośno. Postanowiła się nie mieszać w ich sprawy. Przeszła obok nich obojętnie i wyszła z pokoju. Zamykając za sobą drzwi zauważyła jeszcze rozżalone spojrzenie Eleanor. Idąc korytarzem myślała o wczorajszym dniu. A dokładniej o wieczorze, który spędziła z Syriuszem. Nagle cały jej dobry humor prysnął jak bańka mydlana. Wiedziała jaką osobą jest Black. Że nie przywiązuje się do związków i, że dla niego to była zabawa. Choć w głębi duszy chciałaby myśleć, że to nieprawda. Nim się zorientowała stała przed wejściem do salonu. Westchnęła głośno i przekroczyła próg. Powolnym krokiem podeszła do wielkiego okna. Rozsunęła firany i opierając się ramieniem o chłodną szybę zaczęła przyglądać się swojemu braciszkowi, który bawił się z Allison. Uśmiechnęła się lekko na ten widok. Przynajmniej jej brat ma jeszcze w miarę normalne życie. Usłyszała za sobą ciche chrząknięcie. Brunetka budząc się z transu podskoczyła lekko do góry i odwróciła się do tej osoby przodem. W ciszy przypatrywała się panu Colemanowi. Lecz po chwili jej wzrok padł na kopertę, którą trzymał w dłoni. Mężczyzna jak na zawołanie podszedł do niej i wręczył białą kopertę. Na początku zdziwiona odebrała od niego list, ale po chwili na jej ustach zagościł szeroki uśmiech. Rozpoznając czyje to pismo szybko rozerwała papier. Wyjęła zgiętą na pół kartkę i zaczęła czytać. Luke uśmiechnął się lekko i wyszedł z pomieszczenia zostawiając Dorcas samą.
Kochana Dorcas!
- Schowałam się przed sprzątaczką. A ty? Co tu robisz? - zapytała chowając różdżkę do kieszeni. Czarnowłosa posłała jej rozbawione spojrzenie i usiadła na parapecie. - Chowasz się przed bratem? - dodała patrząc jak trzyma w dłoni skręcony biały rulonik. Eleanor parsknęła pod nosem i włożyła skręta między zębami.
- Niezupełnie. Chowam się przed matką. - odparła i odpaliła jointa. - A ty? Czemu chowasz się przed sprzątaczką? - dodała rozbawiona.
- Jakby to ująć. Nie za bardzo jej lubię. I ona zresztą mnie też. - powiedziała wyrywając z jej rąk skręta. Czarnowłosa oburzyła się, ale po chwili uspokoiła się widząc jak brunetka zaciąga się. - Uważa, że nie mam szacunku do własnej matki i, że za dużo sobie pozwalam. - odparła. Eleanor zaśmiała się głośno.
- Mówisz o tej wiedźmie Mary? Też jej nie znoszę. Przez nią moja matka zabrała mi moje rzeczy. - burknęła wydmuchując dym. - Udało mi się uratować to. - dodała wskazując palcem na leżące na parapecie jointy. Brunetka spojrzała na Francuzkę i poklepała ją po ramieniu. - A mój brat? Wcale nie jest taki święty. A lata za mamą jak jakiś zakochany kundel. - prychnęła wrzucając pozostałe jointy do metalowego pudełeczka. - Jak już nie jest w pobliżu mamy to jest zupełnie inny człowiek. I pomyśleć, że to jest mój brat. - mruknęła i ruszyła w głąb pokoju. Stanęła przed fortepianem. Dorcas rozsunęła ciemne zasłony i wyszła na balkon. Słyszała jak Eleanor mruczy coś po francusku pod nosem. Gryfonka zaśmiała się cicho. Oparła dłonie o barierkę i spojrzała w dół. Niedaleko stał Luke, który rozmawiał z innym aurorem przyciszonym głosem. Gdy jego spojrzenie padło na brunetkę pomachała w jego stronę uśmiechając się szeroko. Mężczyzna odpowiedział jej tym samym po czym wrócił do przerwanej rozmowy z aurorem. Po chwili usłyszała donośne krzyki dochodzące z pokoju gdzie przebywała Eleanor. Zaniepokojona ruszyła w tamtą stronę, ale zanim przekroczyła próg usłyszała męski głos. Westchnęła głośno i weszła do pomieszczenia, gdzie na środku stali jej kuzyni kłócąc się przy tym głośno. Postanowiła się nie mieszać w ich sprawy. Przeszła obok nich obojętnie i wyszła z pokoju. Zamykając za sobą drzwi zauważyła jeszcze rozżalone spojrzenie Eleanor. Idąc korytarzem myślała o wczorajszym dniu. A dokładniej o wieczorze, który spędziła z Syriuszem. Nagle cały jej dobry humor prysnął jak bańka mydlana. Wiedziała jaką osobą jest Black. Że nie przywiązuje się do związków i, że dla niego to była zabawa. Choć w głębi duszy chciałaby myśleć, że to nieprawda. Nim się zorientowała stała przed wejściem do salonu. Westchnęła głośno i przekroczyła próg. Powolnym krokiem podeszła do wielkiego okna. Rozsunęła firany i opierając się ramieniem o chłodną szybę zaczęła przyglądać się swojemu braciszkowi, który bawił się z Allison. Uśmiechnęła się lekko na ten widok. Przynajmniej jej brat ma jeszcze w miarę normalne życie. Usłyszała za sobą ciche chrząknięcie. Brunetka budząc się z transu podskoczyła lekko do góry i odwróciła się do tej osoby przodem. W ciszy przypatrywała się panu Colemanowi. Lecz po chwili jej wzrok padł na kopertę, którą trzymał w dłoni. Mężczyzna jak na zawołanie podszedł do niej i wręczył białą kopertę. Na początku zdziwiona odebrała od niego list, ale po chwili na jej ustach zagościł szeroki uśmiech. Rozpoznając czyje to pismo szybko rozerwała papier. Wyjęła zgiętą na pół kartkę i zaczęła czytać. Luke uśmiechnął się lekko i wyszedł z pomieszczenia zostawiając Dorcas samą.
Kochana Dorcas!
Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku?
Bardzo się za Tobą stęskniłam. Dziewczyny zresztą też.
Dzisiaj w Hogwarcie odbywa się bal i Potter działa mi już na nerwach.
Jest jeszcze bardziej denerwujący. O ile to w ogóle możliwe.
Ale nie piszę do Ciebie żeby wyżalać się na temat Pottera.
Nie zgadniesz co się stało.
Nasza kochana Marlena ma chłopaka!
Tak! I nie zgadniesz kogo.... Nate Coleman!
Tak! Ten sam co kiedyś do Ciebie zarywał.
Jest bardzo szczęśliwa. Tylko Ann chodzi jakaś smutna.
Jak wrócisz trzeba jej znaleźć jakiegoś chłopaka.
Mam nadzieję, że jakoś wytrzymujesz z Syriuszem?
Jak go tu nie ma Potter staje się nieznośny.
Nie będę się rozpisywać. Bo z trudem wybłagałam od McGonagall nowy adres do Ciebie. W końcu po jakimś czasie się ugięła. Pod wpływem Dumbledore'a.
Wracajcie szybko!
Całusy
Lily.
Brunetka czytając ten list śmiała się cicho pod nosem. Zwinęła go po chwili w rulonik i włożyła do kieszeni w spódnicy. Spojrzała na zegarek, który był na jej nadgarstku. Dochodziła ósma rano. Do salonu wleciały przeróżne zapachy dochodzące z kuchni. Na samą myśl o jedzeniu jej brzuch zaburczał głośno. Gryfonka zaśmiała się cicho, spojrzała ostatni raz w okno i ruszyła do jadalni. Idąc korytarzem wpadła na Syriusza. Na jego widok poczuła dziwne mrowienie w okolicach brzucha. Spojrzała na niego, ale czarnowłosy szedł patrząc prosto przed siebie. W niezręcznej ciszy doszli do jadalni. Przy stole siedziała już matka Dorcas i ciocia Ruby. Ta druga uśmiechnęła się do nich ciepło. Natomiast Isabelle patrzyła przed siebie mrożącym wzrokiem. Dziewczyna zajęła swoje miejsce a obok niej usiadł Syriusz. Wzrok ciemnowłosej padł na Ruby, która przyglądała się im uważnie. Kobieta wyczuwając napięcie pomiędzy Dorcas a Syriuszem chrząknęła cicho i spuściła wzrok na podłogę. Ciemnowłosa westchnęła głośno i czując, że Syriusz kładzie na jej kolano dłoń wciągnęła głośno powietrze i chciała coś powiedzieć, ale do pomieszczenia wbiegła Eleanor, a za nią Sebastian. Meadowes spojrzała na Francuzkę, która usiadła obok cioci Ruby i nerwowo zaczęła się za kimś rozglądać. W końcu jej ciemne oczy zatrzymały się na Gryfonce i uśmiechnęła się do niej blado. Gdy do pomieszczenia weszła jej matka wyprostowała się gwałtownie na swoim krześle. Jej twarz stężała, gdy kobieta spojrzała na nią tym samym spojrzeniem jakim obdarowała chwilę wcześniej Isabelle, Dorcas. Katherine, matka Eleanor usiadła obok Isabelle i szepnęła jej coś na ucho. Brunetka zacisnęła mocno szczękę i cała się spięła. Co od razu zauważył Syriusz.
- Dorcas? Wszystko w porządku? - zapytał ściskając lekko jej dłoń. Dziewczyna drgnęła, ale jej wzrok wciąż był utkwiony w dwie kobiety siedzące na drugim końcu stołu. - Dorcas! - szepnął do jej ucha.
- Tak. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. - mruknęła kierując po chwili wzrok na Blacka. Czarnowłosy wciąż ściskał jej dłoń, ale jej to nie przeszkadzało. Wręcz sprawiło, że rozluźniła się. Spojrzała na chłopaka i uśmiechnęła się do niego. Choć sądząc po jego rozbawionej minie wyszedł jej bardziej grymas, niż uśmiech. - Po prostu nie lubię jak moja matka i ciotka Katherine patrzą na mnie tym samym, mroźnym wzrokiem. - dodała ściszonym głosem. Syriusz spojrzał z ukosa na kobiety, które o czymś dyskutowały. Ciocia Ruby, która siedziała dwa krzesła dalej patrzyła znudzonym wzrokiem na swoje dłonie. - Nie ma co. Mam bardzo fajną rodzinkę. - mruknęła patrząc twardo na swoją matkę. Gryfon chrząknął cicho i przeczesał dłonią włosy. Spojrzał na Eleanor, która obracała między palcami widelec.
- Jeszcze moment a ten stół zamieni się w bryłę lodu. - odparł na co Dorcas zaśmiała się głośno. Isabelle zacisnęła mocno usta i spod zmrużonych oczu spojrzała na córkę. - Królowa Lodu ma dzisiaj zły dzień.
- Zawsze ma zły dzień. - mruknęła. - Na Merlina! Służbę też zamroziła? Ile trzeba czekać na durne śniadanie? - dodała wywracając oczami. Syriusz parsknął cicho pod nosem. Brunetka wzdychając głośno oparła się plecami o fotel. Chwilę później do pomieszczenia weszła służba. Gryfonka westchnęła przeciągle i sięgnęła po dzbanek z sokiem pomarańczowym. Nalała do szklanki i natychmiast upiła spory łyk. Chwyciła dwa tosty i zaczęła je smarować dżemem truskawkowym. Jedząc swoje śniadanie patrzyła przed siebie. Siedząca po drugiej stronie Allison bawiła się z Alexem. Eleanor ze znudzeniem jadła swoją owsiankę. Przy stole panowała grobowa cisza, która doprowadzała brunetkę do szału. Dojadła swoje śniadanie i nie patrząc na swoją matkę ruszyła do wyjścia. Kobieta drgnęła na swoim miejscu i spojrzała na młodszą córkę.
- Gdzie się wybierasz? Śniadanie się jeszcze nie skończyło.
- Ja już skończyłam. - mruknęła odwracając się do rodzicielki przodem. Siedziała wyprostowana na swoim fotelu. - Poza tym nie mam zamiaru siedzieć w takiej ciszy. Oszaleć można. Jeszcze moment i zaczęłabym rozmawiać z nożem. - dodała i nie czekając na odpowiedź wyszła. Wszyscy oprócz Isabelle i cioci Katherine zaśmiali się cicho. Wychodząc wpadła na Luke'a. Posłała mu jedynie lekki uśmiech i wyszła na podwórko. Podmuch wiatru rozwiał jej długie włosy na boki. Usiadła na ławeczce, która stała niedaleko i zamknęła oczy delektując się jesienną pogodą. Chwilę później poczuła, że ktoś obok niej siada, ale postanowiła nie zawracać sobie tym głowy i wciąż miała zamknięte oczy. Poczuła jak ciepła, męska dłoń chwyta jej dłoń i ściska ją lekko. Dopiero wtedy otworzyła oczy i spojrzała na Syriusza.
- Dużo mnie ominęło? - zapytała.
- Niezbyt. Wyszedłem chwilę później. Słyszałem tylko jak twoja matka sprzeczała się o coś z twoją ciocią. - odparł przeczesując drugą ręką włosy. - Idąc tutaj zatrzymał mnie Luke. Jutro wracamy do Hogwartu. - dodał i zaśmiał się z reakcji ciemnowłosej. Dziewczyna spuściła wzrok na swoje dłonie. Jej prawa dłoń wciąż była trzymana przez czarnowłosego. Spojrzała na niego. Zdjęła z twarzy rozwiane przez wiatr włosy i nie kontrolując siebie zaczęła przybliżać swoją twarz do jego. Spojrzała mu ostatni raz w oczy i nie wiele myśląc pocałowała go. Ale szybko się od niego odsunęła. Ponownie spojrzała na swoje dłonie. Syriusz uśmiechnął się pod nosem, chwycił ją za podbródek i patrząc jej prosto w oczy wpił się w jej usta. Na początku całował ją delikatnie. Potem pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne. Na chwilę oderwali się od siebie żeby złapać trochę powietrza. Nachylił się i zaczął składać krótkie pocałunki na jej szyi. Dziewczyna jęknęła cicho gdy poczuła, że ugryzł ją lekko w szyję. Po chwili stało się coś czego się nie spodziewała. Gryfon wziął ją na ręce i zaczął biec. Popatrzyła na niego zdziwiona i chwyciła go mocno za szyję.
- Syriusz co ty... - nie dokończyła bo w tym momencie wypuścił ją z objęć. Dziewczyna pisnęła głośno a potem z pluskiem wpadła do wody. Syriusz zaśmiał się głośno i oddalił się trochę od fontanny, ale w tym momencie z wody wynurzyła się Dorcas, która chwyciła go za ramię i mocno pociągnęła. Teraz oboje siedzieli zanurzeni w zimnej wodzie. Black zdjął z twarzy włosy i spojrzał na brunetkę, która śmiała się głośno. - Powinnam cię teraz udusić za to co mi zrobiłeś, ale teraz nie mogę.. ha ha. O nie! Nie nie! - pisnęła i zaczęła uciekać. Jednak to nie było proste. Pisnęła głośno, gdy poczuła jego dłonie obejmujące ją w pasie. Zaśmiała się głośno, lecz uśmiech jak się pojawił tak szybko zniknął. Wokół otaczało ich kilku aurorów z wyciągniętymi przed siebie różdżkami. Patrzyła przerażona na mężczyzn, aż do momentu gdy wśród nich zauważyła Luke'a.
- Panno Meadowes? Usłyszałem piski. Wszystko w porządku? - zapytał chowając różdżkę do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Dziewczyna wciąż stała przerażona i zaczęła pocierać energicznie ramiona. Mężczyzna podszedł bliżej i pomógł jej wyjść z fontanny. Syriusz ruszył za nią. Pan Coleman wyczarował dwa koce i natychmiast okrył nimi dwójkę nastolatków. W ciszy ruszyli do budynku.
- .... nieodpowiedzialna! Czy ty zdajesz sobie sprawę, że to co zrobiłaś było karygodne? Naraziłaś nie tylko siebie, ale też aurorów. Myśleli, że coś się złego dzieję, że.. ktoś chcę Cię porwać! A tymczasem ty i... twój przyjaciel. Choć teraz wydaję się, że jest kimś więcej. Postanowiliście się zabawić! - krzyknęła kobieta patrząc na swoją córkę wściekła.
- Zabawa. Dla ciebie nie ma miejsca na to słowo. - mruknęła okrywając się kocem. - Powinnaś kiedyś to zrobić. No wiesz.. zabawić się. - dodała. Isabelle zacisnęła wściekła usta i niewiele myśląc uderzyła córkę z otwartej dłoni w twarz. Dorcas odskoczyła, złapała się za policzek i spojrzała na matkę zaskoczona.
- Isabelle.. - zaczął Luke, ale uciszyła go ruchem dłoni.
- Wiesz co, mamo? Cieszę się, że jutro wracam do Hogwartu. Myślałam, że przez czas naszego pobytu zmienisz się, ale teraz widzę jak bardzo się myliłam. Ty nigdy się nie zmienisz. - odezwała się Dorcas i nie pozwalając matce dojść do słowa wyszła z pomieszczenia. Zaraz za nią wyszedł Syriusz. Kobieta spojrzała na miejsce w którym przed chwilą stała jej córka. Zakryła twarz dłonią i z bezsilności usiadła na fotelu. W tym samym czasie do swojego pokoju jak burza wleciała Dorcas. Zrzuciła z siebie koc i z impetem rzuciła się na łóżko. Syriusz zauważając otwarte drzwi wszedł do środka. Zamknął je cicho i podszedł do ciemnowłosej, która leżała na brzuchu. Usiadł powoli na skraju łóżka. Brunetka drgnęła i w szybkim tempie usiadła.
- Spokojnie. To tylko ja! - odezwał się wyciągając przed siebie ręce. Gryfonka z powrotem opadła na pościel i westchnęła głośno. - Myślałem, że tylko ja mam taką popapraną rodzinkę. - dodał śmiejąc się pod nosem. Coś puchowego poleciało w jego stronę i trafiło w twarz. Dziewczyna zaśmiała się. Syriusz zdjął z twarzy poduszkę, odłożył ją na bok i położył się obok brunetki.
- Moja mama nie ma obsesji na punkcie czystości krwi. Jest o wiele gorsza. Zresztą już sam się o tym przekonałeś z kilka razy.
- Myślisz, że widziała, że my.. no wiesz?
- Czy widziała, że się całowaliśmy? Pewnie tak. - powiedziała i nagle posmutniała. - Traktujesz to poważnie? - zapytała, ale widząc jego zdziwioną minę kontynuowała: - Czy traktujesz nas poważnie? Czy to tylko dla Ciebie była zabawa? Wiem jaki jesteś, Syriusz. Nie angażujesz się za bardzo w związki. Więc to był dla Ciebie chwilowy moment? Co to było.. - chłopak nie chcąc dalej tego słuchać wpił się w jej usta. Uśmiechnął się pod nosem widząc, że odwzajemniła pocałunek, ale po chwili czuje, że odpycha go od siebie. - Merlinie! Syriusz nie rób mi fałszywych nadziei! Pewnie nic dla Ciebie nie znaczę! Jestem tylko kolejną dziewczyną do kolekcji.
- Nigdy nie będziesz kolejną dziewczyną do kolekcji, Dorcas.
- Tak? Udowodnij! - odparła siadając. - Powiedz mi, że mnie kochasz i, że ten wczorajszy wieczór dla Ciebie coś znaczył. Powiedz, że się mylę i, że to co mówię nie jest prawdą. Tak trudno to powiedzieć, Black? Ja już wyznałam co do Ciebie czuję. Teraz twoja kolej. - powiedziała patrząc na niego. Syriusz westchnął głośno, wstał i zaczął się kręcić po pokoju. Brunetka również wstała i krzyżując ręce na piersiach patrzyła na niego ze spokojem. Po długim i bezsensownym kręceniu się czarnowłosy podszedł do Gryfonki i chwycił ją w pasie i przyciągnął ją do siebie.
- Chcesz znać prawdę? Dobrze, więc.. Zainteresowałem się tobą już pierwszego dnia jak byliśmy w pociągu. Coś mi się w Tobie podobało a najbardziej to, że masz taki sam charakter jak ja. Jesteś nieustraszona i nie dasz sobą pomiatać. Nawet własnej matce na to nie pozwalasz. - powiedział robiąc na chwilę pauzę. - A zakochałem się w tobie w czwartej klasie. Choć nie chciałem do siebie tego dopuścić. Traktowałem ciebie jak najlepszego kumpla. I nie chciałem tego zniszczyć. Dopiero w czwartej klasie zrozumiałem, że.. że się w Tobie zakochałem, Dorcas! - odparł patrząc jej prosto w oczy. Brunetka stała z lekko otwartymi ustami. Nie wiedziała co ma powiedzieć. Czuła na swojej szyi jego ciepły oddech. Odważyła się i spojrzała mu prosto w oczy. Stali w tej ciszy dwie minuty. Dziewczyna westchnęła głośno i wydusiła z siebie krótkie wow. Syriusz spojrzał na nią zaskoczony. Nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Był pewien, że gdyby tu stał James to by go wyśmiał.
- Wow? Tylko na tyle cię stać? - zapytał. Gryfonka zaśmiała się. Spojrzał na nią zdziwiony. - Ja Ci tu mówię całą prawdę. Wyznaję Ci miłość a ty się z tego.. śmiejesz? - Dorcas zakryła usta palcami, a drugą dłonią pogładziła go po policzku. Przejechała palcem po jego twarzy uśmiechając się przy tym lekko.
- Dziękuje, że mi to w końcu powiedziałeś. - powiedziała i nie czekając na jego odpowiedź pocałowała go w usta. Zaskoczony nie odwzajemnił pocałunku, ale po chwili chwycił ją pewniej w pasie i oddał jej pocałunek z podwójną zachłannością.
Podczas kolacji nikt się do siebie nie odzywał. Wszyscy w spokoju przeżuwali kurczaka i patrzyli przed siebie. Dorcas chwyciła szklankę z wodą i upiła spory łyk. Jej matka siedziała prosto i ściskała w prawej dłoni kieliszek z czerwonym winem. Patrzyła spod przymrużonych oczu na swoją córkę, która słuchała tego co jej na ucho mówił Syriusz. Jej wzrok zatrzymał się na nim dłużej. Kobieta chwyciła serwetkę i wytarła kąciki ust. Wyprostowała się na fotelu, łokciami oparła się o blat stołu. Dłonie złączyła ze sobą i wbiła ostre spojrzenie w młodego Blacka. Dziewczyna wyczuwając co miałoby stać się za chwilę chwyciła huncwota za dłoń i wstała od stołu.
- Pójdziemy już spać. Jutro musimy wcześniej wstać. - odparła patrząc na rodzicielkę, która zaśmiała się cicho pod nosem. Wiedziała co sobie teraz myśli, ale nie obchodziło ją to. Pożegnała się z ciocią Ruby. Uściskała mocno swoje rodzeństwo i obrzucając matkę ostatni raz wyszła z jadalni. Idąc nie odzywali się do siebie. Szli obok siebie. Brunetka zaczęła bawić się pierścionkiem, który miała na środkowym palcu. Gdy stanęła przed swoim pokojem pożegnała się z Syriuszem, którzy w odpowiedzi pocałował ją szybko w usta. Gryfonka spojrzała mu w oczy i uśmiechając się lekko weszła do swojego pokoju. Nie zapalając światła opadła na łóżko. Spojrzała w okno przez które księżyc mocno świecił. Po chwili zamknęła oczy i zasnęła.
- Dorcas? Wszystko w porządku? - zapytał ściskając lekko jej dłoń. Dziewczyna drgnęła, ale jej wzrok wciąż był utkwiony w dwie kobiety siedzące na drugim końcu stołu. - Dorcas! - szepnął do jej ucha.
- Tak. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. - mruknęła kierując po chwili wzrok na Blacka. Czarnowłosy wciąż ściskał jej dłoń, ale jej to nie przeszkadzało. Wręcz sprawiło, że rozluźniła się. Spojrzała na chłopaka i uśmiechnęła się do niego. Choć sądząc po jego rozbawionej minie wyszedł jej bardziej grymas, niż uśmiech. - Po prostu nie lubię jak moja matka i ciotka Katherine patrzą na mnie tym samym, mroźnym wzrokiem. - dodała ściszonym głosem. Syriusz spojrzał z ukosa na kobiety, które o czymś dyskutowały. Ciocia Ruby, która siedziała dwa krzesła dalej patrzyła znudzonym wzrokiem na swoje dłonie. - Nie ma co. Mam bardzo fajną rodzinkę. - mruknęła patrząc twardo na swoją matkę. Gryfon chrząknął cicho i przeczesał dłonią włosy. Spojrzał na Eleanor, która obracała między palcami widelec.
- Jeszcze moment a ten stół zamieni się w bryłę lodu. - odparł na co Dorcas zaśmiała się głośno. Isabelle zacisnęła mocno usta i spod zmrużonych oczu spojrzała na córkę. - Królowa Lodu ma dzisiaj zły dzień.
- Zawsze ma zły dzień. - mruknęła. - Na Merlina! Służbę też zamroziła? Ile trzeba czekać na durne śniadanie? - dodała wywracając oczami. Syriusz parsknął cicho pod nosem. Brunetka wzdychając głośno oparła się plecami o fotel. Chwilę później do pomieszczenia weszła służba. Gryfonka westchnęła przeciągle i sięgnęła po dzbanek z sokiem pomarańczowym. Nalała do szklanki i natychmiast upiła spory łyk. Chwyciła dwa tosty i zaczęła je smarować dżemem truskawkowym. Jedząc swoje śniadanie patrzyła przed siebie. Siedząca po drugiej stronie Allison bawiła się z Alexem. Eleanor ze znudzeniem jadła swoją owsiankę. Przy stole panowała grobowa cisza, która doprowadzała brunetkę do szału. Dojadła swoje śniadanie i nie patrząc na swoją matkę ruszyła do wyjścia. Kobieta drgnęła na swoim miejscu i spojrzała na młodszą córkę.
- Gdzie się wybierasz? Śniadanie się jeszcze nie skończyło.
- Ja już skończyłam. - mruknęła odwracając się do rodzicielki przodem. Siedziała wyprostowana na swoim fotelu. - Poza tym nie mam zamiaru siedzieć w takiej ciszy. Oszaleć można. Jeszcze moment i zaczęłabym rozmawiać z nożem. - dodała i nie czekając na odpowiedź wyszła. Wszyscy oprócz Isabelle i cioci Katherine zaśmiali się cicho. Wychodząc wpadła na Luke'a. Posłała mu jedynie lekki uśmiech i wyszła na podwórko. Podmuch wiatru rozwiał jej długie włosy na boki. Usiadła na ławeczce, która stała niedaleko i zamknęła oczy delektując się jesienną pogodą. Chwilę później poczuła, że ktoś obok niej siada, ale postanowiła nie zawracać sobie tym głowy i wciąż miała zamknięte oczy. Poczuła jak ciepła, męska dłoń chwyta jej dłoń i ściska ją lekko. Dopiero wtedy otworzyła oczy i spojrzała na Syriusza.
- Dużo mnie ominęło? - zapytała.
- Niezbyt. Wyszedłem chwilę później. Słyszałem tylko jak twoja matka sprzeczała się o coś z twoją ciocią. - odparł przeczesując drugą ręką włosy. - Idąc tutaj zatrzymał mnie Luke. Jutro wracamy do Hogwartu. - dodał i zaśmiał się z reakcji ciemnowłosej. Dziewczyna spuściła wzrok na swoje dłonie. Jej prawa dłoń wciąż była trzymana przez czarnowłosego. Spojrzała na niego. Zdjęła z twarzy rozwiane przez wiatr włosy i nie kontrolując siebie zaczęła przybliżać swoją twarz do jego. Spojrzała mu ostatni raz w oczy i nie wiele myśląc pocałowała go. Ale szybko się od niego odsunęła. Ponownie spojrzała na swoje dłonie. Syriusz uśmiechnął się pod nosem, chwycił ją za podbródek i patrząc jej prosto w oczy wpił się w jej usta. Na początku całował ją delikatnie. Potem pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne. Na chwilę oderwali się od siebie żeby złapać trochę powietrza. Nachylił się i zaczął składać krótkie pocałunki na jej szyi. Dziewczyna jęknęła cicho gdy poczuła, że ugryzł ją lekko w szyję. Po chwili stało się coś czego się nie spodziewała. Gryfon wziął ją na ręce i zaczął biec. Popatrzyła na niego zdziwiona i chwyciła go mocno za szyję.
- Syriusz co ty... - nie dokończyła bo w tym momencie wypuścił ją z objęć. Dziewczyna pisnęła głośno a potem z pluskiem wpadła do wody. Syriusz zaśmiał się głośno i oddalił się trochę od fontanny, ale w tym momencie z wody wynurzyła się Dorcas, która chwyciła go za ramię i mocno pociągnęła. Teraz oboje siedzieli zanurzeni w zimnej wodzie. Black zdjął z twarzy włosy i spojrzał na brunetkę, która śmiała się głośno. - Powinnam cię teraz udusić za to co mi zrobiłeś, ale teraz nie mogę.. ha ha. O nie! Nie nie! - pisnęła i zaczęła uciekać. Jednak to nie było proste. Pisnęła głośno, gdy poczuła jego dłonie obejmujące ją w pasie. Zaśmiała się głośno, lecz uśmiech jak się pojawił tak szybko zniknął. Wokół otaczało ich kilku aurorów z wyciągniętymi przed siebie różdżkami. Patrzyła przerażona na mężczyzn, aż do momentu gdy wśród nich zauważyła Luke'a.
- Panno Meadowes? Usłyszałem piski. Wszystko w porządku? - zapytał chowając różdżkę do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Dziewczyna wciąż stała przerażona i zaczęła pocierać energicznie ramiona. Mężczyzna podszedł bliżej i pomógł jej wyjść z fontanny. Syriusz ruszył za nią. Pan Coleman wyczarował dwa koce i natychmiast okrył nimi dwójkę nastolatków. W ciszy ruszyli do budynku.
- .... nieodpowiedzialna! Czy ty zdajesz sobie sprawę, że to co zrobiłaś było karygodne? Naraziłaś nie tylko siebie, ale też aurorów. Myśleli, że coś się złego dzieję, że.. ktoś chcę Cię porwać! A tymczasem ty i... twój przyjaciel. Choć teraz wydaję się, że jest kimś więcej. Postanowiliście się zabawić! - krzyknęła kobieta patrząc na swoją córkę wściekła.
- Zabawa. Dla ciebie nie ma miejsca na to słowo. - mruknęła okrywając się kocem. - Powinnaś kiedyś to zrobić. No wiesz.. zabawić się. - dodała. Isabelle zacisnęła wściekła usta i niewiele myśląc uderzyła córkę z otwartej dłoni w twarz. Dorcas odskoczyła, złapała się za policzek i spojrzała na matkę zaskoczona.
- Isabelle.. - zaczął Luke, ale uciszyła go ruchem dłoni.
- Wiesz co, mamo? Cieszę się, że jutro wracam do Hogwartu. Myślałam, że przez czas naszego pobytu zmienisz się, ale teraz widzę jak bardzo się myliłam. Ty nigdy się nie zmienisz. - odezwała się Dorcas i nie pozwalając matce dojść do słowa wyszła z pomieszczenia. Zaraz za nią wyszedł Syriusz. Kobieta spojrzała na miejsce w którym przed chwilą stała jej córka. Zakryła twarz dłonią i z bezsilności usiadła na fotelu. W tym samym czasie do swojego pokoju jak burza wleciała Dorcas. Zrzuciła z siebie koc i z impetem rzuciła się na łóżko. Syriusz zauważając otwarte drzwi wszedł do środka. Zamknął je cicho i podszedł do ciemnowłosej, która leżała na brzuchu. Usiadł powoli na skraju łóżka. Brunetka drgnęła i w szybkim tempie usiadła.
- Spokojnie. To tylko ja! - odezwał się wyciągając przed siebie ręce. Gryfonka z powrotem opadła na pościel i westchnęła głośno. - Myślałem, że tylko ja mam taką popapraną rodzinkę. - dodał śmiejąc się pod nosem. Coś puchowego poleciało w jego stronę i trafiło w twarz. Dziewczyna zaśmiała się. Syriusz zdjął z twarzy poduszkę, odłożył ją na bok i położył się obok brunetki.
- Moja mama nie ma obsesji na punkcie czystości krwi. Jest o wiele gorsza. Zresztą już sam się o tym przekonałeś z kilka razy.
- Myślisz, że widziała, że my.. no wiesz?
- Czy widziała, że się całowaliśmy? Pewnie tak. - powiedziała i nagle posmutniała. - Traktujesz to poważnie? - zapytała, ale widząc jego zdziwioną minę kontynuowała: - Czy traktujesz nas poważnie? Czy to tylko dla Ciebie była zabawa? Wiem jaki jesteś, Syriusz. Nie angażujesz się za bardzo w związki. Więc to był dla Ciebie chwilowy moment? Co to było.. - chłopak nie chcąc dalej tego słuchać wpił się w jej usta. Uśmiechnął się pod nosem widząc, że odwzajemniła pocałunek, ale po chwili czuje, że odpycha go od siebie. - Merlinie! Syriusz nie rób mi fałszywych nadziei! Pewnie nic dla Ciebie nie znaczę! Jestem tylko kolejną dziewczyną do kolekcji.
- Nigdy nie będziesz kolejną dziewczyną do kolekcji, Dorcas.
- Tak? Udowodnij! - odparła siadając. - Powiedz mi, że mnie kochasz i, że ten wczorajszy wieczór dla Ciebie coś znaczył. Powiedz, że się mylę i, że to co mówię nie jest prawdą. Tak trudno to powiedzieć, Black? Ja już wyznałam co do Ciebie czuję. Teraz twoja kolej. - powiedziała patrząc na niego. Syriusz westchnął głośno, wstał i zaczął się kręcić po pokoju. Brunetka również wstała i krzyżując ręce na piersiach patrzyła na niego ze spokojem. Po długim i bezsensownym kręceniu się czarnowłosy podszedł do Gryfonki i chwycił ją w pasie i przyciągnął ją do siebie.
- Chcesz znać prawdę? Dobrze, więc.. Zainteresowałem się tobą już pierwszego dnia jak byliśmy w pociągu. Coś mi się w Tobie podobało a najbardziej to, że masz taki sam charakter jak ja. Jesteś nieustraszona i nie dasz sobą pomiatać. Nawet własnej matce na to nie pozwalasz. - powiedział robiąc na chwilę pauzę. - A zakochałem się w tobie w czwartej klasie. Choć nie chciałem do siebie tego dopuścić. Traktowałem ciebie jak najlepszego kumpla. I nie chciałem tego zniszczyć. Dopiero w czwartej klasie zrozumiałem, że.. że się w Tobie zakochałem, Dorcas! - odparł patrząc jej prosto w oczy. Brunetka stała z lekko otwartymi ustami. Nie wiedziała co ma powiedzieć. Czuła na swojej szyi jego ciepły oddech. Odważyła się i spojrzała mu prosto w oczy. Stali w tej ciszy dwie minuty. Dziewczyna westchnęła głośno i wydusiła z siebie krótkie wow. Syriusz spojrzał na nią zaskoczony. Nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Był pewien, że gdyby tu stał James to by go wyśmiał.
- Wow? Tylko na tyle cię stać? - zapytał. Gryfonka zaśmiała się. Spojrzał na nią zdziwiony. - Ja Ci tu mówię całą prawdę. Wyznaję Ci miłość a ty się z tego.. śmiejesz? - Dorcas zakryła usta palcami, a drugą dłonią pogładziła go po policzku. Przejechała palcem po jego twarzy uśmiechając się przy tym lekko.
- Dziękuje, że mi to w końcu powiedziałeś. - powiedziała i nie czekając na jego odpowiedź pocałowała go w usta. Zaskoczony nie odwzajemnił pocałunku, ale po chwili chwycił ją pewniej w pasie i oddał jej pocałunek z podwójną zachłannością.
Podczas kolacji nikt się do siebie nie odzywał. Wszyscy w spokoju przeżuwali kurczaka i patrzyli przed siebie. Dorcas chwyciła szklankę z wodą i upiła spory łyk. Jej matka siedziała prosto i ściskała w prawej dłoni kieliszek z czerwonym winem. Patrzyła spod przymrużonych oczu na swoją córkę, która słuchała tego co jej na ucho mówił Syriusz. Jej wzrok zatrzymał się na nim dłużej. Kobieta chwyciła serwetkę i wytarła kąciki ust. Wyprostowała się na fotelu, łokciami oparła się o blat stołu. Dłonie złączyła ze sobą i wbiła ostre spojrzenie w młodego Blacka. Dziewczyna wyczuwając co miałoby stać się za chwilę chwyciła huncwota za dłoń i wstała od stołu.
- Pójdziemy już spać. Jutro musimy wcześniej wstać. - odparła patrząc na rodzicielkę, która zaśmiała się cicho pod nosem. Wiedziała co sobie teraz myśli, ale nie obchodziło ją to. Pożegnała się z ciocią Ruby. Uściskała mocno swoje rodzeństwo i obrzucając matkę ostatni raz wyszła z jadalni. Idąc nie odzywali się do siebie. Szli obok siebie. Brunetka zaczęła bawić się pierścionkiem, który miała na środkowym palcu. Gdy stanęła przed swoim pokojem pożegnała się z Syriuszem, którzy w odpowiedzi pocałował ją szybko w usta. Gryfonka spojrzała mu w oczy i uśmiechając się lekko weszła do swojego pokoju. Nie zapalając światła opadła na łóżko. Spojrzała w okno przez które księżyc mocno świecił. Po chwili zamknęła oczy i zasnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz